Śledzie po polsku

Czyżby były to tradycje zakąski? 
Że niby "rybka lubi pływać" i przez wieki do szklanki wódki karczmarz serwował śledzika? Na podobieństwo hiszpańskich tapas?
Czy może tylko łatwość przechowywania, niepsującego się towaru jakim były peklowane śledzie w beczkach, więc i możliwość sprzedawania ich o nawet tysiąc kilometrów od morza?
A może po prostu lubimy słone ryby, tak jak wciąż dobrą zakąską są suszone i solone karasie na Kresach?
Wchodząc do polskiego sklepu rzuca się w oczy duży asortyment śledzi: śledź bez głowy, płaty ze skórą i bez skóry, płaty śledziowe, filety po wiejsku, Matyjas, sułtańskie, kaszubskie, koreczki firmowe, królewskie, w oleju, z cebulą, korzenne, cygańskie, po żydowsku, po hiszpańsku, po szlachecku, po japońsku, sałatka śledziowa salsa, w śmietanie, jarzynowa, domowa, rolmopsy, marynowane, w paście pomidorowo-cebulowej, przysmak pieczarkowo-cebulowy, w sosie śmietankowo-musztardowym, filety śledziowe opiekane w pomidorach, w zalewie octowej itd. itd.
Beczułki śledzi i śledzi kubełki,
Paczki śledzi, słoiki, puszki,
Jest zupa śledziowa i knedle z śledziami,
Duszone są śledzie, pieczone są śledzie.
I ze śledzi koreczki, sałatka, roladka!
To jest wielka polska gratka!

Jednym słowem Polska jest śledziowym rajem! I gdy wszyscy wskazują na bigos lub pierogi jako polskie dania narodowe - to się mylą - bo jednak śledź jest powszechniejszy i bardziej lubiany!

Choć śledź jest tak bardzo popularny w Polsce i w Rosji to łowiony był od wieków na Morzu Północnym przez inne bardzie rybackie nacje jak Duńczycy i Holendrzy. Do połowów śledzi używano przez wieki kutrów żaglowych (później motorowych) zwanych loger lub luger. W największym "śledziowym" porcie Holandii: Scheveningen do czasów II Wojny Światowej stało kilkaset takich 17-metrowych kutrów z 12-osobową załogą.

W roku 1935 w samym tylko Scheveningen (np. Enkhuizen, Rotterdam, Vlaardingen, Katwijk i inne porty także łowiły śledzie) wyładowano na brzeg ćwierć miliona beczek peklowanych śledzi których największym odbiorcą była właśnie... Polska i inne kraje Wschodniej Europy.
Popularność śledzi w Polsce była tak wielka, że Polacy sami zaczęli łowić śledzie z portu w... Scheveningen.

Gdy po I Wojnie Światowej Polska odzyskała niepodległość i otrzymała wąziutki korytarz dostępu do Morza Bałtyckiego, zaczęła rozwijać się polska żegluga i rybołówstwo morskie z nowo powstałego polskiego portu Gdynia. To otwierało nowe możliwości połowów śledzi i ominięcia drogiego eksportu tak ulubionej polskiej ryby.

Polscy armatorzy szukali możliwości rozwinięcia rybołówstwa we współpracy z innymi już doświadczonymi rybakami w Holandii. Po pierwszych bezowocnych rozmowach grupy polskich przedsiębiorców z portem Vlaardingen znalazł się armator Van der Toorn z Scheveningen gotowy do współpracy. Firma Van der Toorn ponosiła w latach trzydziestych straty i nowy partner otwierał jej nowe szanse. Nowa polsko-holenderska spółka o nazwie "Mewa" zarejestrowana została w roku 1933 w Gdyni i sukcesywnie 15 lugerów z Scheveningen zmieniały rejestracje z SCH na GDY. Na kutrach pracowali także polscy rybacy ucząc się od Holendrów zawodu. Między rejsami polska załoga mieszkała i nocowała na lugerach (hol.: logger) zakotwiczonych w starym porcie Scheveningen.

Informacja z Universal Maritime History:
"Lugry żaglowe typu holenderskiego, na których w latach dwudziestych zainstalowano silniki spalinowe stanowiły własność firmy NV Rederij v. h. A. van der Toorn Jr., Scheveningen. Zakupione przez powstałe w Gdyni polsko-holenderskie Towarzystwo Okrętowe Połowów Dalekomorskich „Mewa" podniosły polską banderę w maju 1933 r. Łowiły w oparciu o bazy w Scheveningen i Ostendzie, zawijając do Gdyni przede wszystkim w charakterze transportowców złowionych ryb. Załogi z początku przeważnie holenderskie; ok. 1938 r. większość stanowili już Polacy, lecz na niższych stanowiskach. Statki posiadały szereg wad, jak mała ładowność, słabe silniki, mała prędkość. W związku z tym w zimie 1937-38 lugier „Mewa XIII" został gruntownie przebudowany, m. in. przedłużono go i zainstalowano silnik o większej mocy. W chwili wybuchu wojny flotylla „Mewy" znajdowała się w Scheveningen i po rozwiązaniu spółki wróciła do głównego udziałowca holenderskiego (uprzedniego właściciela). Podczas wojny przejęte przez Kriegsmarine pełniły służbę pomocniczą pod różnymi nazwami."

Kutry te zostały w 1941 roku skonfiskowane przez niemiecki Wermacht i po wojnie wróciły do swojej pierwotnej roli pod holenderską banderą.
Ten archiwalny film pokazuje pracę na, prawdopodobnie polsko-holenderskim, kutrze armatora Van der Toorn & Mewa.

Źródła: wikipedia, Port Scheveningen zdjęcie 1, 2, 3.
- Poczytaj także o śledziu po holendersku i o holenderskim święcie śledzia.





Nasi holenderscy przyjaciele, znajomi i koledzy zawsze ze ze zdumieniem reaguja na wiadomosc, ze Polacy tez jedza sledzie.
Polecam, jako voorafje, sledzie serwowane u nas jako "haring op zijn Pools", polane smietana+odrobina creme fraiche+tarty chrzan+rodzynki. Polewe najlepiej zrobic rano, zeby rodzynki namoczyly sie w smietanie. Zamiast rodzynek moga byc tarte migdaly. Jezeli ktos ma czas i energie moze jeszcze dodac do polewy ugotowane i przetarte przez sitko zoltko jajka.
No to narobiliście mi smaka... Osobiście najbardziej preferuję te z oleju z cebulką, dobra a nawet pyszna jest też sałatka śledziowa wykonywana ze śledzi surowych solonych, odmoczonych wcześniej w wodzie a następnie dobrze osuszonych, pokrojonych w kawałki i wymieszanych z niewielką ilością majonezu, gęstej śmietany plus groszek konserwowy i sparzona cebula. Ot i wsio.
Śledzik nieżle komponuje się też z jajkiem i sałatką warzywną plus majonez czyli tak zwany śledź po japońsku (ale chyba w Japonii niezany?)
A teraz lecę do lodówki gdzie mam wiadereczko solonych z Polski... :)
I jeszcze śledź po japońsku. :)
Ale holenderskich nic nie przebije.
Surowego śledzia chyba nie przełknę. Z surowych to tylko tatar z wołowej polędwicy i - uwaga - tatar z łososia którego po raz pierwszy zakosztowałem na Helu
(powinieniem napisać "w" Helu gdyż tamtejsi mieszkańcy o to sumiennie cały czas apelują.
Oto przepis wytargany podstępem od szefa helskiej restauracji: kawałek ło(so)sia (może być także podwędzony - wtedy ostrożnie z solą) zmielić lub rozdrobnić w dowolny sposób na prawie miazgę, do tego dodać konserwowe kapary według uznania, sól i pieprz do smaku (pieprz najlepiej grubomielony lub z młynka), odrobinę lub nawet nieco (aby nie było "suche") więcej oliwy, bardzo drobno pokrojonej cebulki, drobniutko posiekanej świeżej (najlepiej) lub (ostatecznie) konserwowej czerwonej papryki i to ... wszystko. Podawać z kromeczkami bagietki, a najlepiej ze świeżo upieczoną bagietką czosnkową . Jak ktoś lubi urozmaicenia to można jeszcze poeksperymentować (coś z zieleniny na przykład).
Jak wyjdzie (a musi) to 5 euro na moje konto alstublieft :)
Kliczo dzisiaj pokazal slowianska sile 30 sekund ko muj kolega z bylego DDR tez pokaze wam jak trzeba sie obchodzic sie z holederska holota
Opowiadali mi niemieccy huligani bopilkarscy -boiskowi ze holedrzy to najwiekszi tchurze boja sie knfrontacji z bliska zucaja tylko kamieniami z daleka i uciekaja potem -to chodzi o mecze pilkarskie wiem ze nie na temat ,ale jak by sie glebiej przyjrzec to wlasnie natemat
nijak nie na temat
Dodaj nową odpowiedź