Polska kuchnia szybko ginąca. Nie ta mikrofalowa, turbinowa, grilllllllowa, indukcyjna, ceramiczna, elektryczna, fuzyjna i molekularna. Ot, po prostu nasza swojska slow food kitchen.
O, jak w starym domku mojej babci, gdy bylam dzieckiem. Pysznosci i te ZAPACHY, wlasne warzywka i zupka z koprem i ogien w piecu i ziola i zapach lata... Mmmm.... Zimna woda z pompy i spizarnia babci :) Kot i pies ale bez lancucha. Mam szczescie, ze moglam to przezyc... Moje dzieci pewnie beda sie pukac w glowe, co tez mamusia opowiada o jakims sredniowieczu :) Ale czas i miejsce byly niepowtarzalne, chocbym nie wiem jak sie starala, to tej atmosfery nie jestem w stanie stworzyc: Piec gazowy, woda z kranu (ciepla), potrawy pol gotowe, albo calkiem gotowe, czosnek z chin, sosy z paczki.....
Pamiętam tak było zawsze u babci :)Nigdy tego nie zapomnę ,Zawsze jak jedziemy na wies wspominam miejsce gdzie się bawiłam z siostrami jak ja TĘSKNIE za tymi latami ......
Dom mojej babci jeszcze stoi, jest tam też owa kaflowa kuchnia budowana przez domorosłego zduna. Umiem w niej palić:) Niby jest gaz, jest kuchenka, ale jak zjeżdżamy tam na wakacje, gotujemy nadal na kuchni węglowej.Potrawy smakują zupełnie inaczej! Warzywa i zioła z własnego ogródka, choc mleko i jajka już od sąsiada.
W Wiatrakowie staram sie też gotować tak, jak się gotowało u babci. Mam ogródek przy domu, więc sobie warzywka hoduję. Moje dzieci uwielbiają polskie zupy i jarzynki, frytek i frykandeli i innych tubylczych smażelizn nie ruszą:)
Piece kaflowe jak widać wracają do łask :) Właściwie jest prowadzona nawet sprzedaż m.in. w internecie. Kiedyś wyczaiłąm na allegro. Gdybym miała domek na wsi chętnie bym się w taki zaopatrzyła...
Och! Zrobilo se swojsko!
O, jak w starym domku mojej babci, gdy bylam dzieckiem. Pysznosci i te ZAPACHY, wlasne warzywka i zupka z koprem i ogien w piecu i ziola i zapach lata... Mmmm.... Zimna woda z pompy i spizarnia babci :) Kot i pies ale bez lancucha. Mam szczescie, ze moglam to przezyc... Moje dzieci pewnie beda sie pukac w glowe, co tez mamusia opowiada o jakims sredniowieczu :) Ale czas i miejsce byly niepowtarzalne, chocbym nie wiem jak sie starala, to tej atmosfery nie jestem w stanie stworzyc: Piec gazowy, woda z kranu (ciepla), potrawy pol gotowe, albo calkiem gotowe, czosnek z chin, sosy z paczki.....
Pamiętam tak było zawsze u babci :)Nigdy tego nie zapomnę ,Zawsze jak jedziemy na wies wspominam miejsce gdzie się bawiłam z siostrami jak ja TĘSKNIE za tymi latami ......
Dom mojej babci jeszcze stoi, jest tam też owa kaflowa kuchnia budowana przez domorosłego zduna. Umiem w niej palić:) Niby jest gaz, jest kuchenka, ale jak zjeżdżamy tam na wakacje, gotujemy nadal na kuchni węglowej.Potrawy smakują zupełnie inaczej! Warzywa i zioła z własnego ogródka, choc mleko i jajka już od sąsiada.
W Wiatrakowie staram sie też gotować tak, jak się gotowało u babci. Mam ogródek przy domu, więc sobie warzywka hoduję. Moje dzieci uwielbiają polskie zupy i jarzynki, frytek i frykandeli i innych tubylczych smażelizn nie ruszą:)
-----
http:// emigracja-holandia.blogspot.com
Piece kaflowe jak widać wracają do łask :) Właściwie jest prowadzona nawet sprzedaż m.in. w internecie. Kiedyś wyczaiłąm na allegro. Gdybym miała domek na wsi chętnie bym się w taki zaopatrzyła...
Dodaj nową odpowiedź