Jak przeżyć globalizację?

Kategoria: Edukacja

Na początku roku szkolnego dedukuje ten tekst ludziom urodzonym po roku 1995.

3 miliardy ludzi

Na światowym rynku pracy konkuruje ze sobą trzy miliardy ludzi a ty jesteś jednym z nich (reszta nie bierze udziału w wyścigu szczurów). Dla tych młodych ludzi którzy mają nieodparte pragnienie sukcesu poniższe porady mają pomóc  jak dać sobie radę w życiu w XXI wieku, w czasach nowego globalnego podziału dóbr i pracy.

  • Zdobądź jak możliwie najlepszą edukację. W miarę możliwości na dobrych (więc niepolskich) uniwersytetach.
  • Zapamiętaj, że zdobycie jednego dyplomu ci w życiu nie wystarczy.
  • Rozejrzyj się po świecie aby poszerzyć horyzonty.
  • Wybierz unikalną specjalizację.
  • Zadbaj o to abyś posiadał unikalne zdolności.
  • Staraj się o to abyś był niezastąpiony w swoim regionie (na lokalnym rynku pracy).
  • Staraj się posiąść unikalne i niezbędne rzemiosło na twoim lokalnym rynku pracy.
  • Bądź elastyczny, dopasowuj się do sytuacji, stań się kosmopolitą.
  • Zdobądź sławę.
123 komentarzy

Zgadza sie; patrze na zycie generalnie przez pryzmat swoj, swojej rodziny i przyjaciol i powiem szczerze i bez wstydu ze bardzo mi z tym dobrze.

P.S. Co do filmiku - szkoda ze nie pojawia sie reportaz nieco bardziej wyposrodkowany. Jak zwykle ze skrajnosci w skrajnosc.

Karina
Przepraszam, ze wybrałem tak skrajnie niewypośrodkowany materiał, wyprodukowany przez skrajnie przychylnego Polakom holenderskiego dziennikarza ;)
Film i poprzedzający go komentarz dedykuję wszystkim tym, którzy dostrzegają wyłącznie jedna stronę medalu. Tej drugiej strony juz niekoniecznie chcą dostrzegać.
Tak jest łatwiej, prościej i dużo wygodniej, gdy świat jest czarno-biały.
My jesteśmy NORMĄ, a cała reszta to skrajności.

Najbardziej przeraża mnie fakt, że sami Holendrzy zaczynają dostrzegać złożoność problemu, podczas gdy niektórzy rodacy dalej prezentują postawę ostentacyjnej ŚLEPOTY.

Wydaje mi się, że w pierwszym punkcie trochę p.Andrzej przesadził.
Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie polski Uniwerek/Polibuda biją na głowe te w Wielkiej Brytanii i Holandii. Pracowałem już z wieloma "inżynierami" i oprócz nauki aroganckiego i niedokładnego podejścia do pracy niczego ich tam nie nauczyli. Z tezą, że wykształcenie trzeba mieć jak najlepsze zgadzam się w 100%.
Do tego dodałbym jeszcze znajomość 2-3 języków obcych. np. ang+fr :)

kiwi
Jest tu sporo polakow zatrudnionych na dobrych stanowiskach i dobrze wladajacych jezykiem hol.(stad tez nie odrozniaz je od innych)np.laboranci,lekarze,pielegniarki,fizykoterapeuci-niektorzy z nich nabyli wyksztalceni tutaj w nl,niestety to nie polska wiec rozmawiamy po holendersku.Milego weekendu.

Wiatrak

Jeśli jedna osoba wie "o niebo więcej" niż druga" - to gdzie jest problem? Dyskryminują naszych w Stejc?! Perfidnie przyjmują głupoli po MIT zamiast lepszych z Polibudy warszawskiej? Kto tu co odwraca ogonem?!

kiedys mowili zeby sie spelnic trzeba bylo zasadzic drzewo ,splodzic syna ,dom zbudowac a teraz trzeba wystapic w you can dance albo zostac swiatowej slawy aktorem najlepiej o nazwisku mroczek ;) ech co za czasy

Drogi Przemku. Widac, ze nie jestes zaszufladkowany: ani nie jestes humanista, bo nie umiesz uzywac zaimkow osobowych, ani umyslem scislym, bo nie znasz liczby gros(144). A moze Twoj tytul magisterski pochodzi z AWF-u? Mozna by sobie tak pomyslec, skoro pracujesz "na" i "przy" zmywarce. To wymaga jednak pewnych umiejetnosci fizycznych. Mam nadzieje, ze Twoje, zdobyte na polskiej uczelni, zdolnosci przystosowawcze pozwola Ci wkrotce na prace rowniez "pod" i "za", a moze nawet "wewnatrz". Tam sie latwiej wymyc ze zludzen.

Panie Andrzeju, to jest troche odwracanie kota ogonem. Mi nie chodziło o to, gdzie polscy absolwenci pracują. To wszyscy wiedzą, że gro tych ludzi pracuje na przy zmywarce itp. To już jest problem mentalności i braku wiary we własne umiejętności. Mi natomiast chodziło o to, że po polskiej uczelni absolwent wie o niebo więcej niż rówieśnik z UK czy NL, a ponad to w bardzo krótkim czasie potrafi się przystosować do pokrewnej dziedziny. Nie jest na wejściu "zaszufladkowany" w jednej określonej dziedzinie.

Wiatrak

Tak przemek, Ameryka, Anglia lub Holandia stoją w kolejce po absolwentów polskich uczelni (ironicznie). Lwia część polskich magistrów i inżynierów w Holandii (USA,GB,IR, itd.) nadal zbiera przysłowiowe szparagi a tylko wyjątki zajmują właściwe dla nich stanowiska w bedrijfsleven/business.
Samozadowolenie polskich absolwentów wyższych szkół samo w sobie jest już przykładem jak kiepsko są przygotowani (nauczeni) do wymagań stawianych przez świat. Polski magister zbierający paprykę zadziera nosa na swoich holenderskich kolegów: "my ich bijemy na głowę!". Eh... Nie ma w tym ani krzty zdrowego rozsądku.
PS. Ewentualne podawanie tych nielicznych (na 100 tys. Polaków w NL i 2 mln w GB/IR) przykładów gdzie Polak zajmuje odpowiednie jego wykształceniu stanowisko nie zmienia ogólnego obrazu.

Przemek, trafiłeś w sedno: "po polskiej uczelni absolwent wie o niebo więcej niż rówieśnik z UK czy NL" - problem w tym, że wie, ALE przy tym NIC nie umie... no może poza pisaniem sprawozdań z laborek;)

Panie Andrzeju, samozadowolenia studenci są nauczani na tych właśnie uczelniach. Pamiętam jak mój dziekan na inauguracji roku przekonywał że polski drugoroczniak potrafi zagiąć wiedzą matematyczną zachodniego studenta 5 roku. I setki innych mitów. Heh, po moich doświadczeniach, dziś chyba zaśmiałbym mu się w twarz.
Pozdrawiam wykształciuchów

A ja pamiętam, jak koleżanka wiele lat temu opowiadała mi, że jak się żegnano w auli pewnej krakowskiej uczelni już po skończeniu studiów to sobie mówiono "do zobaczenia za pare lat w parlamencie". Prawie połowa z tych "parlamentarzystów" potem przez prawie rok nie mogła dostać nigdzie pracy. Potem już ich "kariery" nie śledziłam. Po 10 latach pewnie gdzieś prace dostali - jedno jest pewne, o żadnym z nich jeszcze parlament nie słyszał.

Moge Ci opowiedziec ich historie: ci, co mieli w dyplomie trojke, ogryzaja gdzies olowki przy kulawych biurkach na prowincji, ci, co mieli czworke, robia nadal "kariere" rekoma i nogami( czasem nawet geba, ale nie cala glowa), a ci co mieli piatki, kupili bilet w jedna strone, zatarli po sobie slady i jakos sobie zycie urzadzili. To dlatego parlament o nich nie slyszal.

Nie miałem na myśli dokładnie "niebo więcej" w sensie, że każdy student Politechniki Wrocławskiej potrafi każdego studenta MIT prześcignąć w testach. Jednak po tym co ja doświadczyłem w mojej pracy zawodowej (i nie jest to zmywak droga basiu) mam wrażenie, że jest dość blisko. Omijany jest też fakt, że najlepsze korporacje i większe firmy polują na nowych pracowników właśnie na MIT czy w New Castle, a nie we Wrocławiu czy warszafce.

Beda z Ciebie ludzie Przemku. Pewnie jeszcze zdazysz zdobyc jakis papier tutaj, trzeba tylko zacisnac zeby: wiedze juz masz, nikt Ci jej nie odbierze, zapisz sie gdzies, gdzie daja papier i sam zobaczysz ile bedziesz mial z tego satysfakcji, rowniez osobistej. Pokaz im!

basiu to Twoj czuly punkt ??? Czy taka z natury wredna jestes ????

Wiatrak

Mierzenie wiedzy w testach jest zawodne. Tak jak test IQ opracowany przez białego Amerykanina zawsze będzie wykazywał niższe IQ murzyna. Dziedziny w których posiadamy wiedzę są różne i ja wyraźnie widzę, że Polak wie wiele więcej w pewnych dziedzinach niż Holender, i odwrotnie. Tylko krótkowzroczność (szowinizm?) nakazuje ludziom twierdzić, że tylko Moja wiedza jest dobra. Napisałem już kiedyś o tym na przykładzie naszej/ich wiedzy o historii.

Wiatrak

Także wiedza Polaka w Polsce może być ogromna i kto wie, może koło pięćdziesiątki będzie siedział w parlamencie, ale ta polska wiedza tylko w ograniczonym stopniu się przydaje się na Zachodzie, gdzie wymagania są zupełnie inne; znacznie praktyczniejsze w zastosowaniu niż teoretycy z polskich uczelni.
Wielokrotnie w rozmowach z polskimi przedsiębiorcami szukającymi młodych pracowników, słyszę powtarzającą się skargę: "polskie szkoły nic nie uczą!"

Kiwi: nie kumam.

Basiu, dziękuje za miłe słowa, a z rady na pewno skorzystam. Właściwie to już ostrze zęby na MBA :)
Nigy też nie twierdziłem, że wiedza zdobyta w Polsce to jedyna słuszna. Chciałem tylko zwrócić uwagę na to, że więcej jest jej przekazywanej na polskich uczelniach. Niestety większość osób niedawno kończących studia na pewno zauważy to, że tej wiedzy robi się coraz mniej. Polska jest niemal na siłe standaryzowana z uczelniami zachodnimi, co w moim odczuciu jest okradaniem młodych ludzi. Szczególnie mając na względzie to, że uczelnie zachodnie mają fundusze o wiele większe niż polskie. Następstwem tego, są opinie pracodawców, że młodzi już nic się nie uczą. Mają racje, bo uczelnie już tego nie wymagają co 20 lat, a nawet 5 lat temu. Niemniej jednak wciąż jeszcze nie jest tak tragicznie. Ja w to wierze!
Miłego weekend wszystkim pozytywnie nastawionym "wiatrakowcom"

Ja bym nieuogolniala. Kto chce to sie nauczy. A kto nie, to nawet za ''kase'', i w najlepszej uczelni nic nie wchlonie. Jakies pare lat temu moze (5?) w W-wie, to pracodawcy zyczyli sobie ekspedientki po studiach :) (moze w dalszym ciagu tak jest, ale nie wiem?) Tak ze to malo trafne ze pracodawcy/przedsiebiorcy mowia to czy tamto... Z regoly kazdy chce pracownika (swietnie wykwalifikowanego) ale za najmniejsza kase. Nie ma np. w NL Polakow w biurach (po za PL-NL biurami pracy :) ) czy na innych lepszych stanowiskach, a kto ich tam wpusci ??? Przede wszystkim jezyk, a druga sprawa na lepsze stanowiska maja swoich Holendrow a nie cudzoziemcow. Nawet Turkow malo sie widzi na lpszych stanowiskach (a jest juz tu ich 3 pokolenie) Kazdy chce miec wygodna robotke w biurze :) A kto bedzie robil ta najgorsza ??? W PL jak ktos ukonczy dobra uczelnie to nie pcha sie na zachod, bo w kraju ma dobra posadke za dobre pieniadze. Do Polskich uczelni tez przyjezdza duzo cudzoziemcow, nie tylko ze wschodu.

Przemek: tak trzymac! Wyzsze uczelnie zrozumialy nareszcie, ze nie maja monopolu na wiedze: stala sie ona bardzo dostepna innymi kanalami. Trzebaby jeszcze ludzi tego nauczyc, ale to zadanie szkoly podstawowej.
Wyobraz sobie, ze ja ok. 30 lat temu musialam sie uczyc ekonomii politycznej socjalizmu... Mimo ze olewalam to jak moglam, to egzamin jednak musialam zdac i trzeba bylo troche czasu poswiecic. Nie mialam na szczescie problemow z zaliczeniem cwiczen, bo przynosilam ze soba mnostwo ksiazek z zakladkami wlozonymi byle gdzie, a asystent chodzil i sprawdzal kto i jak odrobil lekcje.
Dobrego weekendu.

You're so wrong!

Darina, piszesz, by nie uogolniac i nastepnie walisz takie uproszczenie:

''Nie ma np. w NL Polakow w biurach (po za PL-NL biurami pracy ) czy na innych lepszych stanowiskach, a kto ich tam wpusci ??? Przede wszystkim jezyk, a druga sprawa na lepsze stanowiska maja swoich Holendrow a nie cudzoziemcow. ''

Udowodnic Cie ze sie mylisz? Nawet na tym forum jest kilkoro.

Karina to nie Darina napisala tylko ja :)

A czy ja napisalam ze w ogole nie ma ???? Sa, ale to jest naprawde nikly procent. Sa tlumaczki (moze i tlumacze, ale ja sie z facetami nie spotkalam :) ) Sa biura rachunkowe prowadzone przez polakow. Mialam na mysli urzedy, policja, jakies wieksze firmy itp. i przede wszystkim po polskich szkolach ;)

Darina - przepraszam, nie wiem skad wzielam Twoje imie. Kiwi - dziekuje za poprawke.

Kiwi, nie napisalas ze wogole ich nie ma, nie napisalas ze sa. Napisalas po prostu ze ich nie ma.

Za to napisalas zeby nie uogolniac a sama to robisz. Nie slyszalas o polskich inzynierach ktorzy pracuja w duzych firmach? Rozmawiasz wlasnie z jednym z nich. Osobiscie znam sporo takich wlasnie osob pracujacych tutaj w Holandii badz ktorzy powrocili do Polski i w chwili obecnej wspolpracuja z firmami w Nl.
Poniewaz obracam sie jedynie w firmach statkowych moglabym bym mnozyc przyklady polskich inzynierow projektujacych statki, surveyorow, audytorow, elektronikow ktorzy w swojej karierze byli badz sa powiazani z Holandia w podobny jak ja sposob.

Czy wiesz ze juz niemal 25% lekarzy w szpitalach w NL to obcokrajowcy a wsrod nich spora rzesza Polakow?

Nie ogolniajmy wiec i nie zapedzajmy Polakow do zmywaka.

Nie czepiaj sie slowek :) Obracasz sie w takim gronie i dlatego ich znasz (badz slyszalas o nich) Ale naprawde to jest nikly procent tych wszystkich Polakow co sa w NL. Ja nie chce nikogo zapedzac do zmywaka (szczegolnie Polaka :) ), wrecz przeciwnie. Ale niestety nieslyszalam, i nie widzialam w zadnych instytucjach panstwowych Polaka/i. Natomiast znam paru Polakow (tez mozna ich na palcach policzyc) ktore tu emigrowali z rodzicami/rodzicem i sa po szkolach NL (lepszych gorszych, ale sa). Nie mowie ze wszyscy Karina, ale takich osob jak Ty (badz podobnych) jest niestety w NL naprawde nie duzo :( a szkoda. Bo wolala bym slyszec o Polaku ze siedzi ''gdzies tam'' i ma dobra prace (w swoim zawodzie), niz ze siedza gdzies w magazynach i robia za ''przynies, podaj, pozamiataj''. Nie chce uogolniac ze wszystkie szkoly/uczelnie PL sa zle, tak jak nie wszystkie NL szkloly/uczelnie sa dobre.

O lekarzach to slyszalam, choc osobiscie sie z takim nie spotkalam , wiem tez ze sa PL polozne :) Ale to wraz nikly procent. Niestety.

Kiwi - diabel tkwi w szczegolach.
Ja rowniez mam nadzieje ze kiedys bedzie tutaj w NL wiecej Polakow pracujacych w wyuczonym w Polsce zawodzie, osob ktore wyemigrowaly nie dlatego ze musialy, ale dlatego ze chcialy.

Doczepilam sie do Twojej wypowiedzi wlasnie po to, by nie uogolniac i dostrzegac rowniez wyjatki. Kazdy niech zmienia swiat od samego siebie, wowczas wyjatki stana sie powszechne, czego wszystkim zycze.

Ja rowniez kazdemu tego zycze.
Tylko Ty piszesz o ludziach (zawodach) ktorych sciagnieto bo np. ich brakuje w NL. To tez nie to samo :) Ale niech Ci bedzie ;) w koncu sa, pracuja, i co najwazniejsze po PL szkolach.

Dziekuje lilia ze mi wyjasnilas, NIGDY bym na to nie wpadla ze to Holandia i mowimy po NL :)

Mysle ze trzeba tu odroznics ta na nowa emigracje z lat ostatnich od np. emigracji solidarnosciowej z lat 80-tych. Znam wielu Polakow wlasnie z tej starej, solidarnosciowej emigracji, i znakomita wiekszosc z nich pracuje na wysokich stanowiskacch. Polacy z tej najswiezszej emigracji to w wiekszosci (absolutnie nie mowie ze wszyscy, ale jednak wiekszosc) ludzie bez wyzszego wyksztalcenia, ktorzy przyjechali tu tylko na pewien czas, zeby pozniej jednak wrocic do Polski. Niewielu z nich zdecydowalo sie zaczac nowe zycie tu, ale wlasnie ci, ktorzy chca tu zostac robia wszystko, zeby piac sie po szczeblach kariery. Znam rownizrz wielu z nich. Znam tez wlasnie tych, ktorzy chca tu tylko popracowac, zarobic, i wrocic do Polski. Tym nie zalezy na dobrym stanowisku, ci zadowalaja sie prostymi pracami, nie podejmuja zadnych krokow aby nauczyc sie jezyka, ale sa jednak najbardziej widoczni. Kiwi, pozwol ze Cie zacytuje:
#quote#
Nie ma np. w NL Polakow w biurach (po za PL-NL biurami pracy :) ) czy na innych lepszych stanowiskach, a kto ich tam wpusci ??? Przede wszystkim jezyk, a druga sprawa na lepsze stanowiska maja swoich Holendrow a nie cudzoziemcow. Nawet Turkow malo sie widzi na lpszych stanowiskach (a jest juz tu ich 3 pokolenie)
#unquote#
Otoz podam przyklad z firmy gdzie pracuje. Ja bawie sie w szefa dzialu logistyki, Dzialem zaopatrzenia kieruje kolega pochodacy z Curacao, nawiasem mowiac dusza czlowiek. Kierownikiem magazynu jest Turek, glownym kreslarzem jest Marokanczyk, pracuja u nas Niemcy, Ukraincy, Polacy, Rosjanie, Chinczycy i Brazylijczycy. I co ciekawe, wszyscy obcokrajowcy posluguja sie jezykiem holenderskim bardzo dobrze, lub chociarz poprawnie. Oprocz moich kolegow Polakow....... Niestety.... Cytujac Jasinskiego z serialu Dom: Mowi Wam to cos?

Podczas mojego ostatniego pobytu w Amsterdamie mieszkalam w hotelu NH Barbizon, doslownie na rogu dzielnicy rozrywkowej. Jesli ktos morde po nocy darl(przepraszam za wyrazenie), to bylo to po polsku albo po rosyjsku. Jesli wieczorem, w drodze do hotelu, nagle bylo niespokojnie i nieprzyjemnie, to tylko dlatego, ze ulica przewalala sie banda pijanych polskich dresow z flaszkami w reku. Jesli ktos cie popychal, albo potracal, to zaraz bylo slychac polska mowe, najczesciej soczyste przeklenstwo. Az mnie dziwilo, ze slowo "k...a" ma tyle odcieni. Nie dziwi mnie natomiast, ze Lilia i inni uzywaja przede wszystkim holenderskiego. Nauczylabym sie nawet swahili, gdyby to byl jezyk obowiazujacy w Holandii.

Andrzej - pomijajac roznice i podobienstwa pokolen czy naprawdę sądzisz ze Twoje i moje "narodziny" ( jak to kiedyś nazwales w Holandii) dają się z sobą porównać? Być może się ze mną nie zgodzisz jednak moim zdaniem najwieksza różnica jest taka, ze Twoja generacja dostała "one way ticket", moja generacja w dużej części bilet otwarty. perspektywa bezpowrotnego wyjazdu musiała wyprzec piętno na ludziach Twojego pokolenia; piętno którego ja nie znam.

I jeszcze jedno, aby pracować jako inżynier na Zachodzie trzeba notyfikować dyplom. A tu już nie jest łatwo.

Ale może się coś zmieni, bo już Niemcy zaczynają przebąkiwać, że otworzą rynek dla polskich inżynierów, bo im brakuje swoich.

Najłatwiej gadać, że polski inżynier nie pracuje na Zachodzie, bo jest głupszy. Przynajmniej łatwo się wpasowuje w tezę, że Polska jest brudna i śmierdzi a Polacy tępi. :(

No wlasnie broerkonijn stara emigracja a nowa to straszna przepasc, niestety.
Ja mam na mysli nowa ;)
Troszke to bylo by dziwne gdyby na tyle co jest tu Turkow, Marokanczykow... nie pracowali na lepszych stanowiskach tym bardziej ze w wiekszosci to sie TU urodzili i wyksztalcili (a o to mi chodzi ;) ) Ostatnio przyslali mi z gemente ''ksiazeczke'' z ''nowinkami'' a w niej opis WSZYSTKICH ludzi pracujacych w naszym gemente, wraz ze zdjeciami. I na caly urzad jest moze 10 Turkow (badz Marokanczykow??) dla mnie to troszke dziwne ?
Wiem ze Polacy nie bardzo chca sie uczyc jezykow, i to glowna przyczyna ;)

Wiatrak

Synowie wierzą głęboko w to, że nie są podobni do swoich ojców i córki nie są podobne do swoich matek. I wierzą, że zrobią wszystko aby do nich podobnymi nie być. Co krok słychać zaklęcia: "teraz się wszystko zmieniło", "teraz jest inaczej", "my jesteśmy inni".
Stare pokolenie, przepaść.
Muszę was młodych rozczarować. jak dożyjecie 50-60 lat to zobaczycie w lustrze swoją matkę lub ojca, na emigracji lub nie.
30 lat temu kiedy zetknąłem się pierwszy raz z Polonią (tą wojenną jeszcze) nazywałem ich mamuty z powodu przepaści jak nas dzieliła. Oni zresztą także nie darzyli sympatią chłopaka z "komuny".
Teraz wiem, że czas robi swoje i zapewne dzisiaj nie poznałbym swoich myśli sprzed 30-tu lat.
Mogę się tylko śmiać z tej odwiecznej przepaści generacji która ma młodym dawać nadzieje, że świat będzie lepszy niż mieli go ich rodzice. Miejmy nadzieję! :-)

Zosia ja nie narzekam na "przydatność" swojego otwartego biletu. Nie wiem któremu pokoleniu było łatwiej. Nikt z nas nie jest tego jedoznacznie stwierdzić bo nie doświadczył obu.

Dalej, rozmawiamy tutaj o 2 rożnych rzeczach; różnic emigracji dziś i 20-30 lat temu i o różnicach pokoleń jako takich które z emigracja mogą ale nie musza mieć nic wspólnego.

Dlaczego polski inżynier nie pracuje w zawodzie na Zachodzie? Odpowiedź jest prosta, bo nie zna języka technicznego, angielskiego czy też niemieckiego.

Tego się nie uczy na polibudach. Język komunikatywny to całkiem co innego niż język techniczny, to jakby drugi język, którego trzeba się nauczyć.

Polski student uczy się mnóstwa wzorów, które pozwalaja mu być biegłym w swoim zawodzie, zachodni student uczy się procedur, gotowców, które ma realizować.

Wiec?..........kto darzy do celu realizacji swoich umiejetnosci musi znac jezyk danego kraju!Dyplom to tylko papierek ktory nie zawsze sprawdza sie w praktyce!
Karina D.tylko wiesz co?Z tym biletem "one way"bylo nam latwien niz teraz z biletem otwartym.
Panie Andrzeju.Widze (co jest normalna rzecza)ze nigdy nie zostaniemy zrozumieni przez terazniejsza generacje!
Nie tylko "przepasc" pokolen ale co najwazniejsze,mentalnosc nowego pokolenia jest dla nas niezrozumiala.Idziemy krok w krok z czasem,rozumiemy i widzimy duzo problemow,ale terazniejszy swiat jest inny.Czy lepszy????Tak jak Pan napisal okaze sie wtedy kiedy spojrza w lusterko w wieku w ktorym my teraz jestesmy!

Miałem głównie styczność z emigracją przedwojenną i ze zrozumieniem nie było problemów.

Karina D
Zrozumiałaś mój post ZBYT DOSŁOWNIE. Ostatnie co miałem na myśli to grupowanie kogokolwiek "na siłę". To co miałem na myśli, to by nie zapominać i nie przekreślać rodaków, którzy NORMALNEGO życia z różnych powodów (często niezależnych od siebie) tutaj nie prowadzą.
Karina, znowu patrzysz na poruszony problem wyłącznie przez SWÓJ pryzmat.

2Ct my sie nie skazujemy na nieufnosc, zawisc.... Polacy to poprostu we krwi maja i niczym tego nie wyplemisz. A na obczyznie to widac jeszcze bardziej, jeden drugiego jak by mogl to by w lyzce wody utopil. Ot tak, aby wyszlo ze on/a jest lepszy. Samo zycie ;)
A co do filmiku to smutne ze niby w takim ''zamoznym'' kraju a ludzie mieszkaja w przyczepach campingowych. Wyzysk, wyzysk i jeszcze raz wyzysk tylko to sie liczy.
Kiedys meza kolega z pracy poprosil czy nie mogl by zalatwic pare polakow dla jego szfagra na zbior pieczarek. Zgodzil sie, i umowil z tym jego szwagrem ale co ten czlowiek chcial jakie wymogi stawial (od tych ludzi oczywiscie) to nic innego jak oboz pracy. Jak w tym filmie nawet za rowery kazal placic. A do tego poszedl na kurs j. polskiego zeby sam sobie ludzi latwic. Maz sie oczywiscie nie zgodzil i mu niezalatwil. Ludzie sumienia nie maja...

Karina D z pewnoscia terazniejszemu pokoleniu jest praktycznie latwiej tyko roznica tkwi w mentalnosci pokolen 20-30-40 lat temu a teraz.Jestem jednak przekonana,ze ten problem tkwi w duzej mierze w wychowaniu.Z czego wyplywa to przekonanie zapytasz?Z porownania wielu roznych przykladow wychowania u moich polskich znajomych.Przyklad....jedni stawaja na glowe aby ich dzieci wszystko mialy na zawolanie, a drudzy madrymi argumentami tworza swoim dzieciom inny obraz SZCZESCIA.Doskonale rozumie ze to inne czasy inny swiat,ale...milosc do dziecka 40 lat temu a teraz jest ta sama.Jej nie kupisz najdrozsza materialna rzecza.Niestety teraz liczy sie tylko JAK NAJWIECEJ ZDOBYC.Dlatego terazniejsze pokolenie ma probleby i nie moze sobie poradzic w zyciu.W Polsce nie i tutaj tez nie.Przykladow wiele nawet tutaj na Wiatraku.Moje pokolenia bylo inaczej przygotowane do zycia dlatego pod tym wzgledem NAM bylo latwiej przyswoic sobie kazda zmiane na obczyznie.

Zosia - lubujesz się w tego typu tematach a ja zapraszam Cię ponownie na dyskusje sprzed kilku dni kiedy zadalam Ci pytanie na które wciąż nie udało Ci się odpowiedzieć.

Ten temat nie byl nadany przez moja osobe, ja tylko komentuje.Twoje pytanie?Odpowiedzialam juz przeciez.

"z pewnoscia terazniejszemu pokoleniu jest praktycznie latwiej"

"Moje pokolenia bylo inaczej przygotowane do zycia dlatego pod tym wzgledem NAM bylo latwiej"

Nic nierozumiem :(

Emigracja lat 80tych przeżywała po pierwsze, szok gdy przekroczyła granicę. Fascynacja i szok. Brak umiejętności posługiwania się niektórymi sprzętami itd.

Jeszcze w 1995r, dla mnie, znalezienie się w NL było lekkim szokiem. Teraz różnice są coraz mniejsze i wiele rzeczy nie szokuje, bo mamy to samo w PL.

jacer mam na mysli ta terazniejsza mentalnosc wiekszosci mlodego pokolenia.Fascynacje i szok rowniez przezylam,ale umialam sobie z tym poradzic.Teraz nikt nie przezywa szoku bo tak jak piszesz w Polsce jest to samo, ale wiekszosc ma bardzo wysokie wymagania, ktorych mysmy nie mieli.Tu tkwi problem roznicy miedzy WTEDY a TERAZ

Zgadzam sie z Zosia. Mysle, ze roznice pomiedzy mentalnoscia emigracji Solidarnosciowej (oczywiscie nie wszystkich, ale napewno wiekszosci) a emigracja obecna (rowniez w tym wypadku oczywiscie nie wszystkich, ale napewno wiekszosci) mozna sprowadzic do kwestii "miec czy byc". Emigracja lat 80-tych cechowala sie wlasnie tym BYC, natomiast obecna tym MIEC.

Dziś na Trójce mówili, że zaczyna brakować inżynierów w Polsce, bo mało kto idzie na studia techniczne. Radykalna zapaść. Jest za to nadprodukcja humanistów różnej maści i ci mają problemy ze znalezieniem pracy. Wyjezdzają na Zachód i tam jęczą, że z wyższym wykształceniem robią w magazynie.

Czyli jest dobrze, w najbliższym czasie konkurencji nie muszę się obawiać :D

Wiatrak

?Emigracja solidarnościowa to BYĆ a obecna MIEĆ..."
Nie zgadzam się z tym. Każdy człowiek i każda generacja chce MIEĆ. Emigrantów solidarnościowych znam. Mit stworzony w latach '80, że to niby chcieli "być" jest piękny, ale to pozostanie mit. Poza promilem wyjątków reszta "pryskała" na Zachód po to aby MIEĆ. Zresztą (z grubsza biorąc) tyczy się to każdej fali polskiej emigracji, nawet tej wojennej. I nic w tym złego, jedynie za mity dostaje się więcej orderów ;-) niż za przyciemną chęć posiadania.
Greed is good !

Panie Andrzeju, tylko ta emigracja w latach 80 to jednak nie MIEC tylko BYC.Wielu nie wiedzialo gdzie wyladuja i jaka przyszlosc ich czeka.Ci ktorzy nie mieli rodziny na zachodzie jechali w ciemno i byli zdani tylko na siebie samego.Ich celem bylo tylko jedno-opuscic Polske

By być - trzeba coś mieć, przynajmniej prace. "Emigracja zarobkowa" jak pięknie nazywacie tez jest "by być" w społeczeństwie a nie na jego marginesie jak ojczyzna nie daje, to się bierze gdzie indziej. Rożne źródła podają podobna cyfrę - 3 mln ludzi wyjechało w ciągu ostatnich 5-6 lat, o tyle tez spadło bezrobocie sukces przecież każdego rządu, tak się starali...
Zosiu czekam aż sprzedasz dom, rozdasz kasę biednym, będziesz się umartwiała i studiowała filozofie biegając boso po łące za motylkami.

A ja sie zgodze z Zosia i broerkonijnem bo w latach '80 (i wczesniej) to przeciez Polacy nie mogli dobrowolnie opuszczac kraju, nawet zeby rodzine odwiedzic (na zachodzie) trzeba bylo miec zaproszenie, wize, badz niemiecki paszport ;) Wiec jak najbardziej uwazam ze dla pokolenia '80 (i wczesniej) bylo najwazniejsze "BYC", a nie "MIEC". Jak juz to ''BYCIE'' mieli zapewnione, martwili sie o ''MIEC'' (to przeciez naturalne zachowanie). My mamy inna sytuacje bo mozemy odrazu ''MIEC''.Dzis jak to adamsky zwrocil uwage najwazniejsze jest abys mial prace w NL, a bedziesz mial i ''BYC i MIEC'' Ale 30 i wiecej lat wstecz to bylo na drugim planie, niestety. Ale wraz uwazam ze tamto pokolenie mialo lepiej/latwiej (moze dlatego ze was bylo mniej :) ), ale i dlatego ze Polak byl bardziej szanowany (to sa slowa mojej tesciowej ktora po 30 latach stwierdzila ze to jest jedna z najbardziej rzucajacych sie w oczy rzeczy ). Dzis Polak jest jak ''cos gorszego'', niby na rowni ale zawsze... Sami zreszta jestesmy sobie winni.

Zosia: "…terazniejsze pokolenie ma problemy i nie moze sobie poradzic w zyciu.W Polsce nie i tutaj tez nie."
"Moje pokolenia bylo inaczej przygotowane do zycia dlatego pod tym wzgledem NAM bylo latwiej przyswoic sobie kazda zmiane na obczyznie."

Najlepszym przykladem na to jak poradzila sobie emigracja lat 80-tych sa podstarzale, teraz juz 50-letnie panie, ktore zrobily fantastyczna kariere w Holandii na … domowym zmywaku.
Innym przykladem jest STEP, czyli: Stowarzyszenie EKSPERTOW (sic!) Polskich, pelen posiwialych "dyrektorow" i "prezesow" blizej niesprecyzowanych firm, skrzetnie ukrywajacych fakt, ze korzystaja z zasilkow, rozdajacych namietnie wizytowki i handlujacych sporadycznie czym sie da, od czolgow po papierosy i pineski.
Emigranci zarobkowi lat Solidarnosci byli nastawieni na stałe osadnictwo, a niestety kompletnie nie przygotowani do pracy w innym zawodzie, zmuszeni do pracy ponizej wlasnych kwalifikacji i ambicji i zaskoczeni odmiennymi warunkami.
To wyjazd na Zachod był dla naszych 50-latkow wielkim, powaznym przedsiewzieciem, tylko dla wybranych; nagle dowiedzeli sie ze sa nieudacznikami, wieksza czesc z nich zostala na nieszczescie w zachodniej "poczekalni" i nigdy nie odniosla sukcesu na swoja miare.
Mlodzi, energiczni emigranci anno 2010 termin emigracji zarobkowej pojmuja doslownie. Wedlug Centrum Stosunków Międzynarodowych co drugi respondent deklaruje plany powrotu do ojczyzny.

Wiatrak

"podstarzałe panie"... no, no, Ewka, ty też kiedyś będziesz podstarzałą panią na emigracji :-) Piszesz o paniach, bo w praktyce w latach '80 i wcześniej emigrować mogły tylko panie zakochujące się w cudzoziemcu. Dzisiaj nie jest to już wymagane aczkolwiek nadal często praktykowane :-)
Nadal absolwentki filologii polskiej wydają się za cudzoziemca i... nie wykonują swojego zawodu :-)

Ludziom to chyba najwieksza przyjemnosc sprawia osadzanie kogos ? Tak najlatwiej, najwygodniej. A o sobie bron Boze, moze wyjdzie cos jeszcze gorszego... ? Dlatego najwygodniej ''ocenic kogos''. A w koncu i tak sie wszyscy znamy tylko ''wirtualnie'' :)

Z jaka latwoscia ludziom przychodzi osadzanie innych ? Tak wygodniej,bezpieczniej. A o sobie nic, bo moze by wyszlo ''cos'' jeszcze gorszego... ? A tak tylko ''zlote mysli'' mozna napisac i sobie ulzyc. No coz, to tylko jedna z kilku twarzy czlowieka.

Kiwi - kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem...

Rodacy!
A może zamiast tworzyć podziały na kombatantów, styropiany i obszczymurków może spróbować zrobić wreszcie coś WSPÓLNIE?
Zamiast gardzić sobą, poniżać się nawzajem i udowadniać wyższość jednych nad drugimi, może warto spróbować wykorzystać pozytywne aspekty tej naszej małej WSPÓLNOTY, którą na emigracji chcąc nie chcąc tworzymy?
Czy MUSIMY skazywać się wyłącznie na rozproszenie, nieufność i zawiść, które powodują o naszej słabości, jako grupy polskich imigrantów na obczyźnie?
Im bardziej jesteśmy słabi wewnętrznie i niezorganizowani, tym bardziej cierpi nasz wizerunek jako całości jak również każdego z osobna.
Jeżeli nie potrafimy wykorzystać (w sposób pozytywny) możliwości jakie w obecnych czasach daje internet i skupić się wokół takich inicjatyw jak np. portale "wiatrak.nl", czy "polonia.nl" (te dwa uważam za najlepsze portale dla Polonii w Holandii) to cóż nam pozostało?
Mam wrażenie, że często sami na własne życzenie skazujemy się na emigracyjną samotność i społeczne wyobcowanie. Choćby otaczały nas dziesiątki życzliwych i sympatycznych holenderskich przyjaciół, nie są one w stanie zrekompensować nam w 100% kontaktów i relacji między rodakami. Powinna łączyć nas nie tylko wspólna przeszłość, wspomnienia, doświadczenia, ale również coś więcej, coś wyczuwalnego jedynie intuicyjnie podświadomie, podskórnie.

A może się mylę, może łatwiej, prościej i WYGODNIEJ jest założyć maskę "prawie-Holendra" i odciąć się od swych korzeni. Odwrócić się plecami i stać się głuchym i ślepym na wszelkie sygnały związane z naszym "poprzednim wcieleniem".
Staliśmy się w końcu kimś "lepszym", "doskonalszym", w naszym mniemaniu "ewoluowaliśmy i awansowaliśmy", a spojrzenie w tył jest równie niewygodne co odstręczające.
W dzisiejszym świecie tak trudno jest być ZWYCZAJNYM, być po prostu SOBĄ i dostrzegać NORMALNYCH, podobnych nam ludzi dookoła...

Jak widac chetnych nie ma ;)

2Ct - are you freaking kidding me?

Coz nam pozostalo jesli nie mamy Wiatraka i Polonii? Chyba zartujesz badz sam czujesz sie wyobcowany. Grupowac sie tylko dlatego ze mamy te sama narodowosc w paszporcie i tylko tam moc znalezc akceptacje?

Alternatywa dla Ciebie jest zalozenie maski Holendra.

Byc moze jest jeszcze cos pomiedzy...kultywowac kontakty wsprod tych Polakow i Holendrow w Polsce i na obczyznie z ktorymi dzielimy nasze poglady, zycie, prace, czas, smutki, radosci. Prowadzic normalne zycie!

I dobrze im tak, ze tak im dobrze! ;)

Wiatrak

Choć sam pochodzę z tej emigracji "silidarnściowej" to w zupełności sie zgadzam z Ewka i kombatantem niczego się nie czuje. Co najwyżej kombatantem walki z samym sobą :-) Mitologizuje się zresztą nie tylko "styropian" i emigrację. Każda fala emigracji ma swoje mity, od Mickiewicza rozpoczynając poprzez II WŚ. Juz niedawno pisałem, że ludzie lubią chodzić obwieszeni medalami.
@Karina D.: Niezależnie jaka ta emigracja jest, to uważam, że ul lepiej można ogarnąć wzrokiem z zewnątrz niż siedząc w nim w środku.

Ewka, Darina - zgadzam sie z powyzszym. Przygotowalabym sie jednak na odzew...

Niestety wciaz nie brakuje ''kombanantow wojny z komunizmem'' jak sami siebie nazywaja ktorzy od x-lat zyja poza granicami Polski, wiele lat spedzili zyjac z pomocy spolecznej i wciaz twierdza ze ''lepiej widza z odległych punktów obserwacyjnych istotę spraw polskich'' Bla bla bla

Ewka idealnie się zgrałaś z moimi przemyśleniami.

Ja kiedyś pisałam o tym, że najbardziej powinny się "wstydzić" rozmaitych sposobów przybywania do Holandii osoby sprzed 20,30 lat. Wlasnie ta emigracja zarobkowo-solidarnościowa. Ilu z tych osób miało rzeczywiste problemy z włądzą i byli prześladowani? Moze jeden na pięćdziesiąt, reszta szukała sposobów żeby sie wydostac z ponurej rzeczywistości. A jednym z nich było twierdzenie (jakże popularne wśród obecnych azylantów) że sie jest prześladowanym. Można było upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, tj. poprawić sobie swój los (o co głównie chodziło) i jeszcze powiedzieć że sie jest bohaterem (czego zwykle nikt nie mógł potwierdzić - poza twierdzącym).
Mnie to w ogóle nie interesuje, nie potępiam tego, ani nie pochwalam, bo to nie moja sprawa. Kazdy ma swoją historie, swoje powody, swoje potrzeby i niech tak zostanie.
Nie lubie tylko jak wlaśnie takie osoby najwięcej mają negatywnych rzeczy do powiedzenia odnośnie sposobów )nie zawsze legalnych) przybywania do Holandii przez innych rodaków.
Nam pozostaje sie cieszyć, że dziś wszystko się zmieniło.

Wyjatkowo meczaca jest sztuczna, kwitnaca do tej pory pseudomartyrologia emigrantow stanu wojennego i oklepane cierpietnictwo styropianowych starcow i staruszek wymyslajcych historie o własnym bohaterstwie, dorabiajacych sobie po 50-ce prawie kombatancka przeszlosc na podstawie jednorazowego “bohaterskiego” wyczynu jakim bylo wyrobienie paszportu, zalatwienie wizy, spakowanie walizek i po przyjezdzie do kraju docelowego udanie sie do centrum dla azylantow. Wstyd wobec swiata i degraacja Polski. W drodze do centrum nalezalo “zgubic” paszport i wymyslec sobie przekonywujace, mrozace krew w zylach makabryczne historie, mega horrorystyczne wizualizacje dla zachodnich urzednikow emigracyjnych o zyciu w stalinowskiej (lata 80-te !), beznadziejnej, szarej (?) Polsce. Niektorzy nasi dzielni kombatanci gubili rowniez legitymacje partyjne.

Tak opowiadacie o tych obozch. Moja tesciowa miala pierwszy kontakt z Holandia w szpitalu, tak sie zlozylo ze w Polsce sobie w tamtych latach nie mogli poradzic a to byla b.powazna sprawa(szczegoly zachowam dla siebie) wiec ordynator szpitala poprosil o pomoc szpitale zachodnie. Jako jedyna sie Holandia zglosila, i tak moja tesciowa trafila do Holandi. Tam poznala Polke ktora wyobrascie sobie po wojnie wywieziono wraz z innymi sierotami w wagonach do Holandi i rozdawano dzieci !! Poprostu kto chcial to je bral ! Tak ta kobieta opowiadala. Na jej nieszczescie trafila do podlej rodziny, ale to juz inny rozdzial. Tej kobiety maz pracowal w wydziale emigracji i tak po znajomosci zalatwili jej staly pobyt. Ale musiala zawrzec fikcyjny slub, bo inaczej sie nie dalo. Tak ze nawet rzeczy tego znajomego musiala miec w domu wrazie kontroli :) Tak zreszta swego czasu robili Turcy, tez w ten sposob sciagali czlonkow rodziny. Znam tez takiego Pana Drewnika tlumacza przysieglego ktory tez po wojnie zostal w NL. To byl starszy czlowiek i mowil ze jest ich czterech ktorzy po wojnie sie osiedlili w NL. Mialam kiedys takie dziwne zdarzenie bedac w bibliotete w moim miescie (przyszlam troszke za wczesnie, ale nie tylko ja :) ) byl taki czlowiek okolo 70-tki ktory mnie zaczepil po rozmowie zauwazyl ze jestem cudzoziemka i zapytal czy z PL. Powiedzial ze zna PL byl w PL, dlugo nierozmawialismy bo otworzyli zaraz biblioteke (moze tez byl z tych wagonow, albo obozow co wy piszecie?). Tak ze wydaje mi sie ze tych starych Polakow jest tu sporo tylko my ich nie znamy. A wracajac do tesciowe to za jej czasow trzeba bylo miec zaproszenie zeby wyjechac na zachod, tesciowej siostra bez tego nie mogla jej odwiedzic.

Jak by moj znajomy Zyd powiedzial: " O, jej, o, jej Pani Basia, czemu Pani tak denerwuji sie?" Kto i jak, z kim, do kogo, na jakiej podstawie wyjechal w latach 80-tych-jest tak zwane "wszystko za rowno". Fakty sa takie:
1. Granice byly zamkniete.
2. Paszportu nie mialo sie w szufladzie, za kazdym razem trzeba sie bylo o paszport ubiegac stojac w wielodniowych kolejkach w siedzibie MO.
3. Aby dostac paszport trzeba bylo miec legalna podkladke. Bylo pewnie wiele innych, ale dla normalnego smiertelnika jedyna legalna podkladka bylo zaproszenie, czyli promesa wizy do kraju zachodniego.
4. Co drugi rok mozna sie bylo ubiegac o przydzial dolarow na wyjazd na wycieczke do krajow zachodnich ( eks-Jugoslawia byla jednym z tych krajow). Zeby dostac ten przydzial trzeba bylo miec znajomosci w MO, albo byc bardzo wysoko na szczeblach.
5. Byly wycieczki, organizowane przez Orbis, ktore dawaly mozliwosc wydostania sie z Polski tym, ktorzy mieli pieniadze.
6. Jesli dostalo sie promese wizy i paszport, trzeba sie bylo wylegitymowac posiadaniem konta dolarowego w Banku PKO SA, ktory mial rowniez bardzo zabawne zasady, o ktorych nawt nie chce mi sie pisac, bo to byla typowa PRL-owska paranoja, w ktora nikt teraz juz nie uwierzy.
Jesli chcialo sie wyjechac na Wschod, to bylo troche latwiej, bo byly zorganizowane wycieczki, ale mozna bylo wymienic 6.000 zlotych na 2 lata. Ani groszza wiecej, dlatego kwitl przemyt recznikow na Wegry, pluszu do Rumunii i czegokolwiek do Rosji.
Ja zawsze bylam turystka i moge opowiadac duzo i bardzo "kolorowych" historii o polskich podrozach tamtych czasow.
Tym, ktorzy tych lat nie przezyli WARA od naszych sposobow wydostania sie na Zachod. Powtarzam raz jeszcze: WARA, mimo ze nie wszyscy moc tego slowa rozumieja.
Mocy naszej desperacji nie zrozumieja ci, ktorzy teraz maja wolny wybor na wszystkich polkach.
Nie zrozumieja tez naszej desperacji w drodze do wydostania sie z szarej, ponurej, beznadziejnej Polski.
Nie uwazam sie za bohaterke, ale jestem dumna z tych krokow, ktore podjelam. Nie bede apoteozowac mojej zachodniej egzystencji, jak Zosia to robi, bo nie mam takiej potrzeby. Zyje jednak pelnia zycia, robie to, na co mam ochote, z podniesionym czolem stoje wobec problemow, wierze w siebie i moje mozlwosci, nie boje sie przyznac, ze jestem z Polski. A z tego, ze moj dyplom wyzszej uczelni wisi na gwozdziu w piwnicy moge sie tylko smiac: zdobylam go z latwoscia!
Trudniej bylo zostac zaakceptowanym tutaj. Ale mi sie udalo!
A maz tutejszy...

Mnie Zosiu,mnie....ja mam piatke dzieci:)))

adamski, dlaczego mam sprzedawac dom?Teraz?Kiedy domy tak slabo stoja na rynku?:-)Poczekam az minie ten kryzys wtedy wezme wiecej kasy za dom i bede miala wiecej do podzialu biednym:-)Mam Cie jako pierwszego wpisac na liste?:-))

Ewka mnie to nie dotyczy bo ja wyjechalam w latach 60tych:-)bez zakochania sie a i kariery tez nie zrobilam,tzn kariery zawodowej.Zrobilam jednak wielka kariere rodzinna co jest dla mnie najwazniejsze w tej chwili.Nadal jestem na domowym zmywaku,doszlo jeszcze bawienie 5ciu wnukow co robie z wielka miloscia.

Nie orientuje sie w tak duzej ilosci pan,znam z "wlasnego podworka" tylko jeden przypadek takiej pani:-)

Panie Andrzeju,pamietam jak dzis, w ktoryms dniu roku 1981 kiedy podawali w radiu, ze Holandia przyjmuje 100polskich rodzin ktore przebywaja w obozie w Austrii.Tak to sie rowniez stalo.

Wiatrak

Żaden onzin. Ani demonizacja (co za modne słówko!). Taka była praktyka lat '70 i '80. Pamiętam z ówczesnego badania, że w Holandii wychodziło za maż ponad 2000 Polek rocznie. Uchodźców politycznych była w tym czasie tutaj znikoma liczba. Obozy w Austrii w 1982 były przepełnione ale oni nie trafiali do Holandii. To jest PRAKTYKA tamtych lat. Poza tym zgadza się, co do tych paszportów, wiz i zaproszeń. Tylko ilu Polaków w tych latach osiedliło się w Holandii? Może 1 na 2000.

Wiatrak

Zgadza się, bo ja w tej setce byłem. To był sporadyczny, jednorazowy wypadek mający się nijak do kilku tysięcy polskich pań rocznie (od czego się a nasza dyskusja zaczęła).

Andrzej:"…bo w praktyce w latach ‘80 i wcześniej emigrować mogły tylko panie zakochujące się w cudzoziemcu."
Onzin.
Demonizacja PRL-u i lat 80-tych. Paszport dostawal kazdy (gigantyczne kolejki na komendach milicji), kto mial wyciag z konta walutowego lub zaproszenie. Wyrobienie paszportu trwalo okolo 3 miesiace. Wizy idem dito. Obozy przesiedlencze wAustrii, jak wiesz z autopsji, byly wypelnione rodakami.

Wiatrak

Zgadzam się. Każdy proces jednoczenia się tworzy bardziej efektywne organizmy. Unia, związek, stowarzyszenie, company... Globalizacja.
Indywidualizm skazany jest na agonię w samotności.
Miliardy komórek stowarzyszyły się kiedyś w jeden organizm zwany "człowiek" i to stowarzyszenie odnosi wyraźnie spory sukces w przyrodzie.

Globalizacja jedyne co zmienia to to, że będzie trudniej. Mniej pracy, więcej konkurencji na rynku pracy, wyższe ceny w sklepach.

Bierze się to z tego, że globalizacja tak na prawdę oznacza łączenie sie kapitałów. To powoduje zmniejszenie się konkurencji, wzrost cen, spadek miejsc pracy, czyli wszystkie uroki monopolu.

Globalizacja oznacza także łączenie sie krajów jak Unia Europejska, lub inne bardziej bardziej swobodne związki jak ONZ, OPEC, NATO, itd. Celem jest stworzenie jednego państwa światowego lub jak kto woli Związku Socjalistycznych Republik Światowych (pół żartem, pół serio ;).

Oznacza także zanikanie kultur, religii, różnic. Dotychczasowe kultury są zastępowane poprzez to co proponują mass media. Stare religie zastępowane są nowymi jak choćby New Age lub ateizmem. Propagowana jest tolerancja na wszystko co inne, by każdy mógł czuć się komfortowo w tym nowym koglu moglu.

Globalizacja to duży krok w rozwoju świata ludzkiego. Możemy spodziewać się dosyć mocnych podziałów na biednych i bogatych, kastowości w społeczeństwie. Poza tym, spora część ludzkości może tego etapu nie przeżyć jako element nie produktywny. Jednak jest to nieunikniony etap i być może okaże się lepszym systemem niż ten dotychczas. A wszelkie przykrości związane z transformacją należy obarczyć naturę ludzką, zdolną do okrutnych rzeczy.

2Ct doskonale rozumiem dlaczego wspomniales o tym własnie programie. Nie traktuj mojej krytycznej uwagi jako próby bagatelizowania czy negowania problemu. Problemu który jest, był i będzie bo wyzysk jest w naturze człowieka. Historia holenderskiego niewolnictwa jeszcze nie zdążyła się zakurzyc.

Ewka: chyba sie nie zrozumialysmy. Mam nadzieje, ze zechcesz przeczytac to, co teraz napisze.
Opisalam realia Polski lat 80, widziane oczami dwudziestoparoletniej dziewczyny z apetytem na zycie. Na zycie, nie na pieniadze i luksus. Bylo szaro, bylo brudno, byly kartki na kurczaka i wedliny ( o ile pamietam 1 kurczak na miesiac i 125g lepszej wedliny), kartki na cukier, wodke i papierosy. Dobre filmy ogladalo sie w kinie studenckim: 25 filmow w dwa dni, dostarczone z roznych instytutow kultury, bo wtedy cenzorzy nie zdazyli na wszystkie dojechac. Ferdydurke przeczytalam w ciagu jednej nocy i nie powiem, zebym cos zalapala na wykladach nastepnego dnia i jeszcze tydzien pozniej. Solzenicyn chodzil w odcinkach, czesc przepisanych recznie. Nagrody rektorskie, bo dostawalam je po kazdej sesji, wydawalam na szetlandzkie sweterki z Mody Polskiej. Matka kupowala mi 2 pary Levi´sow do roku, wydajac na nie cala pensje, a byla nauczycielka. Wiecej szczegolow? Sluze uprzejmie, spytaj, jesli Cie cos interesuje.
Na bilet i wklad na konto zarobilam sama, dziergajac serwetki do Cepelii jako "artystka ludowa". Musialam tez kupic powrotny!
Nie zgubilam paszportu, nie czolgalam sie , nie prosilam o azyl. Dostalam prawo pobytu.
Nie dostalam ani grosza od mojego nowego kraju. Przyznam, ze najpierw pracowalam na czarno, ale krotko, teraz moge o tym pisac, bo jest to przedawnione .
Paszport polski "sprzedalam" polskiej ambasadzie za ok. 30 tys. nowych zlotych polskich, bo tyle kosztowalo zalatwienie ( przeze mnie, oczywiscie) roznych formalnosci. W ambasadzie, w okienku stal nowopolski cymbal z tytulem magistra na szyldzie. Przepisujac moje nazwisko z dokumentu mojego nowego kraju, przetlumaczonego na jezyk polski przez polskiego tlumacza przysieglego, poleconego przez ambasade ( 30 euro za strone)zmienial notorycznie moje nazwisko na inne, mowil: "O, nie", przekreslal je pod linijke, stawial stempelek i inkasowal 10 euro.
Moje obecne zycie jest takie, jak je opisalam wczesniej.
Nie jestem ani kombatancka, ani styropianowa, ani tak strasznie stara, jak Ci sie wydaje.
Mam nadzieje, ze zanim skonczysz 50 lat zrozumiesz, ze swiat nie jest czarno-bialy, ze ludzie nie pasuja do Twoich stereotypow i ze Twoje stereotypy nie maja zupelnie sensu.
Napisalam juz wczesniej, ze nie uwazam sie z bohaterke. Pisze o sobie, bo chcialabym, zebys zrozumiala, ze mimo pochodzenia z tego samego kraju mozemy byc inni nie przynoszac ani sobie ani krajowi hanby.

Dalej; jestem daleka od postrzegania swojej sytuacji jako normy. Wręcz przeciwnie. Ktos nazwie to egoizmem dla mnie to moja obywatelska wolnosc. Chce być podmiotem, kims a nie czyms i dlatego probuje tak dalece możliwe, sama podejmowac decyzje o sobie i o moim zyciu i odróżniać się od reszty swiata. Nawet jeśli niektórzy postrzegają to jako slepote.

Karina D
Masz święte prawo do swojego prywatnego szczęścia i "egoizmu". Wszyscy jesteśmy egoistami. Problem w tym by ten nasz egoizm nie przesłonił nam całkowicie otaczającej rzeczywistości.
Dlatego zaskoczyło mnie, gdy film ukazujący smutną rzeczywistość i poniekąd emigracyjną NORMĘ, ty nazwałaś "skrajnością".
Bohaterowie filmu też są egoistami, też chcą być podmiotem, decydować o swoim życiu i odróżniać się od reszty. Niestety na razie nie mieli tyle szczęścia, bo w życiu oprócz wiary we własne siły i determinacji trzeba mieć jeszcze trochę szczęścia. Spotkać odpowiednich ludzi na swojej drodze, którzy nas w tych staraniach wesprą a nie wykorzystają i którzy będą dla nas równoprawnymi partnerami a nie przeciwnikami, czy rywalami.
Ci ludzie, nazwani przez balkonende "najgorszym chłamem jaki przysłała Polska" i określeni przez Miep mianem "dorabiających się kosztem Holandii" tak naprawdę niczym sie od nas nie różnią. Nie ma podziału na 1% i 99%, nie ma styropianów, kombatantów i obszczymurków - są wyłącznie ludzie. Ludzie, którzy chcą normalnie żyć i którzy szukają swojej szansy i swojego miejsca na ziemi.
Próbujący przeżyć tę globalizację - że nawiążę do tematu niniejszego wątku.

2Ct zgadzam się z Tobą jednak zamykam oczy by nie widzieć wszystkiego. Nie oglądam swiata którego nie mogę zmienić by nie stracić sił na o przeżycie własnego życia.

To co napisałaś brzmi strasznie ponuro, ale w sumie wpisuje się w nurt wyścigu szczurów w którym wszyscy bierzemy udział, a którego zasady przedstawiono w artykule na wstępie.
Świata jako jednostki nie zmienimy, ale możemy przynajmniej próbować nie pogłębiać już istniejących podziałów i niesprawiedliwości, poprzez zmianę własnych postaw i poglądów na pewne sprawy.

Baska:“…chyba sie nie zrozumialysmy.”
Twee keer mis. Na pewno sie nie zrozumialysmy, na pewno sie nie zrozumiemy. Jezeli rozczulsz sie nad soba, chcesz odznalezc akceptacje do grobowej deski, pocieszenie i zrozumienie w partnerze dyskusji kup se kroliczka.
Nie szukam psiapsiulek na necie, a juz na pewno nie w kategorii 50+; subkategoria posiwialy, prawie-kombatant lat 80-tych (czytaj: super hyper mega turbo loser).
Rozumiem, ze twoje sweterki szetlandzkie z Mody Polskiej byly wylacznie bialo-czerwone, ulotki nosilas wszyte w pewexowskie lewisy, mama uczyla na tajnych kompletach prawdziwej geografii i historii Polski, a ty na serwetkch do Cepelii dziergalas rowniez znak Polski Walczacej oraz przepisywalas recznie w piwnicy Solzenicyna lub Hlasko.
Czy wtedy przypuszczalas, ze w piwnicy, nie w tej polskiej a holenderskiej, bedzie wisial na kolku twoj dyplom? Nic dziwnego, ze wisi w piwnicy, skoro po przeczytaniu Gombrowicza przez tydzien (czytals Ferdydurke od konca???) nie zalapalas niczego na wykladach.
Groteskowe jest kiwanie pomarszczonym paluszkiem w kierunku mlodej emigracji, ktora tak jak ty wyjechala z Polski za chlebem (kurczakiem i lepsza wedlina). Mlodzi ludzie anno 2010 nie dorabiaja sobie bezczelnie kontrowersyjnej, heroicznej przeszlosci. Nie leca kusem po przyjezdzie do socjalu po czeki na garnki i firanki; szukaja pracy, znajduja prace i PRACUJA.

Jakie to typowo polskie! Dopasc kogos i mu nawrzucac: staruszkom, kombatantom (prawdziwym i uzurpatorom), rudym, Zydom, cyklistom i garbatym , tym co maja i tym co nie maja.
Zupelnie bezinteresownie i chyba tylko dla zdobycia osobistej satysfakcji.
Lepiej Ci?
Milego weekendu ze zwierzetami.
Ja tez mam kota, ale on jest prawie taki stary, jak ja, wiec chyba zadna atrakcja.

Basiu, chodzi o to, że jeśli ktoś posuwa się do krytykowania (nie wiem czy akurat Ty, ale chętnych nie brakuje) rozmaitych sposobów i powodów emigracji (powiedzmy, że kiedyś były sposoby i powody a dzis już tylko powody albo okoliczności życiowe) to musi się liczyć z tym, że ktoś zainteresuje się i zakwestionuje jego/jej "bohaterkie" czyny.

Jesli ktoś twierdzi dumnie, że emigracja solidarnościowa to była emigracja typu "być" a obecna typu "mieć", a rzeczywistość wskazuje na nieco mniej heroiczne powody wyjazdu to niestety musi liczyć sie, że ktoś mu odświeży pamięć. Nie ma w tym nic złego. Sama prawda.

Ty może nie dorabiasz sobie przeszłości, ale nie brakuje tu takich "bohaterów".

Nigdy nie krytykowalam emigracji, bo to proces ludzki i naturalny. Byloby nam ciasno, gdybysmy wszyscy razem wciaz siedzieli w tym samym miejscu, w ktorym sie urodzilismy.
Zadziwia mnie tylko ta nienawisc miedzy "starym" i "nowym" odlamem. To tak jakby nie bylo nic ani przedtem, ani potem, ani pomiedzy.
Nie mialam zadnych kontaktow z Polonia w moim kraju, szczerze mowiac unikalam ich jak diabel kadzidla, bo nie po to wyjechalam, zeby sie nadal w tym samym blocie taplac. Teraz mam troche polskich wspolpracownikow i probuje zrozumiec, dlaczego sa tacy, jacy sa.
Nadal nie mam ochoty na polskie "psiapsiolki", ani spotkania przy jednym glebszym, dlatego ten "podglad na Wiatrak". W moim kraju nie ma podobnego forum. A tu masz: ledwie zdazylam cos pisnac a juz pakuje sie mnie do wora z napisem "lata 80", wymysla od staruch, bezplatnie dorabia zuciorys. Skad w tych ludziach tyle nienawisci? Jest to reprezentatywne dla wszystkich polskich emigrantow, czy moze macie jakis specjalny mikroklimat?
Kazda pliszka swoj ogonek chwali, ale niektorym pliszkom wyrosl ogonek do wielkosci debowych drzwi. Trudno im tez chyba z nim latac.
Miej sie dobrze.

Baska - skad tyle nienawisci? To ja Ci odswieze pamiec...Twoj pierwszy wpis w tym temacie (tak na marginesie ''dorabiania zyciorysu''):

baska
''Przemku...A moze Twoj tytul magisterski pochodzi z AWF-u? Mozna by sobie tak pomyslec, skoro pracujesz “na” i “przy” zmywarce. To wymaga jednak pewnych umiejetnosci fizycznych. Mam nadzieje, ze Twoje, zdobyte na polskiej uczelni, zdolnosci przystosowawcze pozwola Ci wkrotce na prace rowniez “pod” i “za”, a moze nawet “wewnatrz”. Tam sie latwiej wymyc ze zludzen.''

Chyba przyznasz ze nie motywuje to przyjemnej dyskusji i palania do Ciebie sympatia?

Wybacz, ale trudno czasem zrozumiec ten polski, ktorym duza ilosc piszacych sie posluguje. Gdzie tego tak ucza? A moze im niechlujniej, tym lepiej?
Przemek pisal tez o swoim wyksztalceniu, ktore nie wszedzie jest akceptowane. A moze nie jest ono az tak latwe do zzakceptowania?

Baska, zadalas pytanie wiec Ci odpowiedzialam jakie mam wrazenie po przeczytaniu Twojego komentarza.

Baska, nie wiem jakie wyksztalcenie ma ten chlopak, poniewaz nie moge sie tego doczytac. Ja jestem polskim inzynierem i moj dyplom nie wisi w piwnicy. Pracuje w zawodzie od 1 dnia ukonczenia studiow i podczas rozmowy w sprawie pracy stalam w rzedzie z innymi Holendrami i to ja zostalam przyjeta. Robie natomiast coraz wiecej bledow piszac po Polsku poniewaz coraz rzadziej go uzywam. Nie uwazam ze swiadczy to w jakim kolwiek stopniu o moim poziomie jako osoby.

Tak, ale Ty piszesz, a inni belkoca. Na dodatek z bledami. Ja tez wlasnie zrobilam pare bledow, bo samochodem rzuca, mamy poczatek sztormu.

Kiwi naisalas (3.09) ze nie ma polakow na wyzszych stolkach np w instytucjach panstwowych lub duzych liczacych sie firmach.
Jesli moge to wyprowadze Ciebie z bledu . Jest ich wielu ale ty ich nie widzisz . Ja zaczelam kiedys prace w duzej znanej firmie jako pracownik administracyjny kilka lat pudzniej zaproponowano mi dobry kontrakt w jak to nazwalas "instytucji panstwowej" . Tu gdzie pracuje jestem naprawde docenianym pracownikiem co odzwierciedla sie awansami . W sektorze w ktorym pracuje jest nie wielu Polakow ale w tym rejonie spotkalam juz wielu ktorzy maja naprawde wysokie stanowisko i nadal takowych przybywa .

Baska...madra babka z Ciebie.

Jasne ''inni'' belkoca, ''inni'' sa wredni i tyle w ''innych'' nienawisci jest. A ja to ta ''dobra,madra,zyczliwa i kochajaca blizniego'' (szczegolnie rodaka). Ale jak tylko bym mogla to bym go w lyzce wody utopila, ale ''jakie to typowo polskie''.

Darinko, sadze ze ta Twoja wypowiedz strasznie pila do mnie ''byc'' i ''miec'', zreszta nie pierwszy raz.
Nie wiem dziewczyno kto Cie tak strasznie okaleczyl psychicznie w dziecinstwie ??? Moge Ci tylko powiedziec/zyczyc, aby przydazylo sie Ci, badz komus z Twoich najblizszych (choc oni niczemu nie sa winni ze jestes taka wredna) to co mojej tesciowej, a moze wtedy bys zrozumiala i poczola sie ta ''bohaterka''?! Charakteru sie nigdy nie zmieni, jak sie ktos menda urodzil to i jako meda zd... Dlatego ratunku dla Ciebie nie widze.

Ps. Najgorsza emigracja to ta 6 letnia (jak Ty przyjechalas). Ani o powojennej ani o solidarnosciowej nie bylo tyle negatywnego rozglosu co o Twojej. Mam nadzieje ze teraz zrobi Ci sie milo? Czy dopiro teraz bedziesz pluc tym swoim jadem ??? Ale jak musisz to sobie ulzyj, lepiej tu niz w domu.

Czy ta "babka", to tez aluzja do mojego wieku?
Mam nadzieje, ze nie :)

Miep, nie zrozum mnie zle ale odnosze wrazenie ze teraz wszyscy co sie tu odezwa to zajmuja ''wysokie'' stanowiska. I niech tak bedzie ;)

A tak juz bylo przyjemnie...

Kiwi ty psycholu jeden, nie mam do ciebie siły. Swiat sie nie zaczyna na tobie i na tobie nie konczy. I wyobraź sobie, ze nie pilam do ciebie (skąd ci się w ogole w tym twoim pokreconym móżdżku taka myśl pojawiła?) W ogóle mnie nie interesujesz, więc trzymaj sie od moich wypowiedzi z daleka.

A co do "życzeń" to zwykle wracają one do życzeniodawcy.

A wracając do sedna, to bardzo smutne, że miliony Polaków musiało i nadal musi najczęściej z powodów ekonomicznych wyjeżdżać.
Nie świadczy to źle o Polakach, a o kraju w którym przyszło im sie urodzić.

Przeciwnie, emigracja jest raczej dowodem, że w człowieku jeszcze siedzi coś co nie pozwala mu zgnuśnieć i zmusza go jeszcze do zawalczenia o siebie, o lepsze jutro dla swoich dzieci.

Wystarczy tylko nie dorabiać sobie ani nikomu innemu życiorysu, motywów, nie śledzić i tropić powodów przyjazdu innych.
Lepiej skupić się na sobie, wlasnej karierze, a wtedy człowiek nie będzie miał juz czasu na szukanie belki w oku bliźniego.

Amen.
A teraz bedziemy odpoczywac po ciezkim tygodniu kariery.

Raczej Basia będzie odpoczywać po "ciężkim tygodniu kariery". Wskazana liczba pojedyncza, niech każdy mówi za siebie.
Amen

Baska jesli to bylo pyt.do mnie to nie ta babka znaczyla tylko ,ze madra laska z Ciebi...i nie dawaj buziek bo z tego co mi wiadomo komus sie to nie podoba ja przez stawianie takowych zostalam o alkoholizm przez CH posadzona:))Pozdrawiam cieplo:)A zapomnialam dodac.........JEST ZAJEBISCIE:)

Darina zgadzam sie z Toba calkowicie,lepiej bym tego nie napisal.Pozdrawiam.

Widze ze masz dobra pamiec ale krotka (albo ta zawisc cie tak otepia?) Zreszta zawsze bylas dobra w odwracaniu kota ogonem, i czytaniu nie tego co jest napisane tylko co sama bys chciala przeczytac. Glupie aluzje zachowaj dla siebie a wtedy ja rowniez to zrobie.

Moja wczesniejsza wypowiedz:

Wiec jak najbardziej uwazam ze dla pokolenia '80 (i wczesniej) bylo najwazniejsze ''BYC'', a nie ''MIEC''...

A tu Twoja:

Jesli ktos twierdzi dumnie ze emigracja solidarnosciowa to byla emigracja typu ''byc'' a obecna typu ''miec''...

Teraz sobie sama odpowiedz kto kogo zaczepia. Mam nadzieje ze masz tyle samo zawziecia i do dobrych rzeczy ??

Moje zyczenia zawsze sie spelnialy, wiec uwazaj :)

Dzięki Adam, też pozdrawiam i sukcesów życze.

Pewnie jeszcze ktoś inny na ten temat pisał.
Ale widze, że świrowi trudno uwierzyć, że ktoś nie uczy się jego wypowiedzi na pamięć, a wręcz je ignoruje.
W większości nawet nie czytam twoich wypowiedzi, bo zakładam z góry jakie treści mogą kryć.
Jak juz jestes tak skupiona na sobie, to łaskawie zauważ, że w ogóle personalnie nie wypowiadam się na temat twoich wypowiedzi (ostatnio raz mi sie zdarzyło i to pozytywnie).
A wiesz dlaczego moja panno?
Bo nie jesteś partnerką do dyskusji ze mną.

A ja mam doświadczenie, że wszystkie negatywne zyczenia jakie ktoś mi słał zawsze wracały do życzeniodawcy szybciej niż przypuszczał/a i w sto razy gorszej wersji. Więc uważaj.

Jest nas troje. W tym jedno zwierze.

Juz sie nie tlumacz czy ktos pisal czy nie. Tylko do rany Cie przylozyc i sola posypac.
Mam tylko prosbe skoro tak twierdzisz ze ignorujesz to rzeczywiscie tak rob. Bo ja tak robie.

Ja tez mam w tym doswiadczenie, ale odwrotne. Slodkich snow...

Tak basiu Twoj kot. A nie, to TY !

Miau.

To w takim razie ja juz bym mogla calkowicie zapomniec polskiej pisowni po tylu latach pobytu tutaj skoro pewne osoby robia je po wiele krotszym pobycie na obczyznie.

Groteskowe jest kiwanie pomarszczonym paluszkiem w kierunku mlodej emigracji, ktora tak jak ty wyjechala z Polski za chlebem (kurczakiem i lepsza wedlina). Mlodzi ludzie anno 2010 nie dorabiaja sobie bezczelnie kontrowersyjnej, heroicznej przeszlosci. Nie leca kusem po przyjezdzie do socjalu po czeki na garnki i firanki; szukaja pracy, znajduja prace i PRACUJA.
Zapomnialas tylko dodac Ewka,ze te osoby z tym pomarszczonym paluszkiem nie robily wtedy tyle wstydu Polakom jak robi teraz (wiekszosc) terazniejsza mloda generacja.

Zosiu, faktycznie, sporo Polaków z obecnej emigracji robi nam wstyd. Nie da sie tego ukryć, ani zaprzeczyć, nawet gdyby ktoś świat chciał widzieć w bardzo różowych barwach. Niestety taka jest prawda.

Natomiast ja nie jestem pewna czy ta poprzednia generacja zarobkowo- solidarnościowa przynosiła nam wyłącznie chwałe.
Dorabianie sobie kombatanckich zyciorysów i kłamanie w staraniu się o azyl przez panów czy poślubianie Holendera jedynie dla pobytu przez panie (że tak przypomne ulubiony temat naszego Andrzejka, który z tego powodu do dziś spać smacznie nie może).
Takie rzeczy to też nie powód do dumy.
Ja nie znam takich ludzi osobiście, ale pozostaje mi wierzyć na słowo tym, którzy sami w tym okresie przyjechali i o tym mówią na wiatraku.
W Holandii tego tak nie widać, ale np. w USA słynne żarty o Polakach to żarty wlasnie o emigracji solidarnosciowo-zarobkowej. Nie wnikam co tam ówczesna emigracja wyprawiała, ale żarty słynne (choć raczej kiepskie).

Napewno wielką estymą otaczana jest emigracja wojenna zw. z walkami na terenie Holandii. To wiem na pewno, bo sama tego doświadczyłam pare razy.

Wiatrak

To już było na Wiatraku kilka lat temu http://www.wiatrak.nl/763/bus-pelen-pola...

Wiem bo sama to wyslalam:)PS.JEST ZAJEBISCIE:)

A moje dzieci chodza do szkoly w Nl.najstarsza corka do 3 klasy liceum,syn do 1 klasy technikum,corka do 6 grupy bassischol ,synek do 3 grupy bassischol,najmlodsza corka za rok rozpocznie szkole i powiem Wam ,ze poziom 3kl.liceum w Nl odpowiada poziomowi 6kl.podstawowej w Pl.Jest jeszcze jedna sprawa ktora mnie dziwi wiem ze wystarczy zrobic kurs na wozki widlowe......a moj syn wlasnie rozpoczal nauke w 5letnim technikum,bedzie uczyl sie zawodu....heftruck .....5 lat!!!!!!ROZUMIECIE TO?????

broerkonijn

:) Jest Zajebiscie :))!!!!!!!!

Stara juz jestem i zapomnialam dodac....

OCZYWISCIE!! broerkonijn ..JEST ZAJEBISCIE:)

Mam pytanie wie ktos moze co zrobic zeby otrzymywac maile o nowych komentarzach na wiatraku?????Do przedwczoraj dostawalam ale cos chyba namieszalam bo juz nie dostaje

Czasem się naprawdę boję, że szykują się ciężkie czasy :/

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.