Sprzedawca nafty - wymarłe zawody

Kategoria: Ludzie

Tą serię artykułów poświęcam popularnych niegdyś w Holandii zawodach, które już dawno wymarły lub są na wymarciu. Wiele z tych zawodów funkcjonowało jeszcze 40-50 lat temu, więc większość dorosłych i starszych Holendrów je pamięta.

Przy niektórych specyficznych zawodach mam czasami problem z przetłumaczeniem ich nazwy. Większość z zanikłych już zawodów nierozerwalnie związana jest z rozwojem miast na Zachodzie a my Polacy, społeczeństwo o agrarnym pochodzeniu - niewiele mieliśmy wspólnego z miejskimi obyczajami do połowy XX wieku. 

uliczny sprzedawca nafty

Sprzedawca nafty - de olieman

Olieman (dosłownie: olejarz) był w czasach gdy w miastach nie było jeszcze elektryczności, ulicznym sprzedawcą nafty do lamp naftowych. Naftę zwie się w Holandii petroleum która to jeszcze do połowy XX wieku królowała w holenderskim gospodarstwie domowym, do czasu kiedy gaz ziemny wkroczył do holenderskiej kuchni.

Nafta oprócz do oświetlenia była jeszcze długo powszechnie używana do naftowych kuchenek które nawet jeszcze dzisiaj można znaleźć w 'bijkeuken" holenderska kuchenka naftowa(przy-kuchni) starszych ludzi lub w sklepie ze starociami. Taka kuchenka naftowa (ned. petroleumstel) świetnie nadaje się  do długiego duszenia gulaszu (ned. stoofvlees) na bardzo malutkim ogniu.

Kuchenki olejowe lub naftowe znane były także przed wojna w Polsce pod nazwą Primus, używane były także w armii. Dzisiaj Primus jest do kupienia w lepszych sklepach sportowych jako wyposażenie prawdziwego wędrownika. Ja sam w podróży z namiotem używam taką zmodyfikowaną kuchenkę (dzisiaj benzynową) od 30 lat z dużym zadowoleniem.

Olieman był także zawodem w żegludze i przemyśle; wszędzie tam gdzie pracowały duże maszyny potrzebujące regularnego oliwienia. Zawód ten już także wymarł.

Po naszym warszawskim podwórku czasami chodzili sezonowi sprzedawcy jagód (lub borówek), chłopki sprzedające mleko i nabiał, regularnie przychodził waląc głośno w żelazo "chłop" ostrzący noże i nożyczki, chłop skupujący butelki, szmaty i rzadziej muzykanci czyli kapele podwórkowe. Z mazowieckiej wsi lat sześćdziesiątych, pamiętam jeszcze cygana (lub żyda?) który przejeżdżał przez wieś ze swoją furą obładowaną po brzegi wszelkiego rodzaju dobrem przemysłowym; od wyrobów pasmanteryjnych po patelnie i grabie - którą w handlu wymiennym chłop kupował za swoje produkty rolne jak masło, jajka, warzywa, owies itp.

Więcej wymarłych zawodów w Holandii (i nie tylko):

Bednarz
Budzik miejski
Burłak
Celnik
Flisak
Górnik
Handlarz wędrowny
Herold
Latarnik uliczny
Mleczarz

Nakręcacz zegara
Sprzedawca nafty
Stróż nocny
Węglarz
Wikliniarz
Wytwórca chodaków
Wytwórca lin
Wytwórca mioteł
Wywoziciel szamba

Etykietowanie: kuchnia nafta zawód
10 komentarzy

Użytkownicy muszą być zarejestrowani i zalogowani, aby móc komentować.

Ja sądzę, że Holandia ma równie agrarną przeszłość jak Polska. Bowiem rozwój miast Europy tak bardzo się od siebie nie różnił i nie różni. Równie dobrze z faktu, iż Holandia ma stosunkowo słabo zaludnione i niewielkie miasta wnosić, że ma bardziej agrarną przeszłość niż Polska. A to nie prawda.

Powtarzasz to często wiec mam pytanie, czy Ty to gdzieś o tej rzekomej przeszłości agrarnej większej w Polsce niż w Holandii przeczytałeś gdzieś czy po prostu sam sobie wydedukowałeś z własnego przypadku i własnego otoczenia.
W sumie ciekawy temat i rada byłabym się dowiedzieć jak jest na prawdę.

I tak jest do dzis w W-wie Andrzeju :) Z ta roznica ze ''zyd'' byl elita przed wojna, bajki Ci sie pomylily :(

W Wielkopolsce mówiło się na to prymuska, lub fajerka. Być może w Warszawie nie znane. Ja te słowa pamiętam z dzieciństwa. Czy naftę sprzedawano na ulicy to nie wiem, ale z całą pewnością miała ją w swoim sklepie, przed wojną, babcia.

Wiatrak

Primus = prymus, prymuska i inne spolszczenia. Prymusy znane były i są w całej Europie. Jak powyżej.

Andrzeju, nie wiem czemu ale tak bardzo wypominasz nam Polakom ta "zla" agralna przeszlosc? Ze niby Holendrzy to taki swiatly, miejski narod, a my "biedne Polaczki" zacofane takie? Moze tak czujesz bo masz taka przeszlosc i moze dlatego uciekles do "lepszego swiata" na zachod. Ja zawsze podkreslam w Holandii, ze dla mnie zycie bylo lepsze w Polsce i nie czulam zacofania, bo mam dobre wyksztalcenie i prace mialam bardzo dobra i stac mnie bylo na wszystko podobnie jak tu, tylko w Polsce mialam wiekszy wybor towarow, sposobow spedzania czasu po pracy, czy wyboru uslug. Wybralam Holandie dla mojego partnera, ale nie czuje sie gorsza od Holendrow, a nawet lepsza bo bylo mnie stac w Polsce na wiecej niz przecietnego Holendra tutaj i osiagnelam wiecej w zyciu niz niejeden z nich. Wiem ze jestem tym pokoleniem, ktore slabo pamieta czasy komunizmu, ale od tego czasu naprawde wiele sie zmienilo w Polsce i nie ma powodu czuc sie gorszym, a Holandia mimo calego tego "mieszczanskiego" charakteru jest caly czas niezmiennie tylko taka duza wioska..

Wiatrak

@Kaja.K: uderz w stół a nożyce się odezwą.
Wkładasz mi w usta słowa których ja bym nigdy nie powiedział. Agrarne pochodzenie nie jest ZŁEM i ja nie mam NIC przeciwko, wręcz przeciwnie.
"Złe, zacofane, biedne, gorsze" - są twoimi słowami wynikającymi z utartych w Polsce poglądów zakompleksionych ludzi którzy wiejskie pochodzenie traktują jako hańbę i największą obelgę. Mi daleko do tego. Jestem dumny z tego, że miałem rodzinę na mazowieckiej wsi i miałem szansę poznać wiejskie życie.
Twoje konkluzje z mojego artykułu; przeciwstawianie "złych" chłopów do "dobrych" mieszczan które to jakoby ja czynię jest nie trafione. Ja po prostu uważam, że "appels" to nie "peren" a Polacy to nie Holendrzy - mamy inną historię i warunki rozwoju przez co różnice kulturowe potrafią być duże. Gdy poznamy i zaakceptujemy własną historię, kulturę tym łatwiej nam będzie poznać i zaakceptować obcokrajowców.
Mam nadzieję, że nikt nie czuje się gorszy od Holendra, choćby urodził się w Konopielce. ;-)
@kiwi: Słowem 'żyd" lub "chłop" określało się często w Warszawie i na Mazowszu wędrownego handlarza(na tej samej zasadzie jak w Holandii mówi się "boer" - visboer, melkboer itd). Tak było przed wojną i tak było jeszcze do co najmniej 1968 roku. Później to słowo zanikło jak zanikli wędrowni handlarze. Nie wiem jak było w innych regionach Polski.
Przed wojną Żydzi byli bogaci i biedni ale tej bajki to ty nie znasz, wychowana na żydowskich mitach, zawistnych feudalnych wieśniaków.

Kaja K skoro mialas tak lepsze zycie w Polsce,to dziwie sie, ze wybralas ten kraj.Ja bym sie czula nieszczesliwa w takiej sytuacji.Moze jednak przekonaj meza,ze w Polsce jest o wiele lepiej i razem zamieszkajcie tam.

Zosiu, musze stanac w obronie Kaji, bo tego typu argumenty 'wracaj tam gdzie ci lepiej bylo' zbyt czesto prowadza tu na forum do klotni. Zupelnie nie potrezbnie. A Kaja wyraznie napisala, ze jej decyzja przyjazdu na NL to pewien kompromis, wiec nie oceniamy tego w kategorie "albo woz, albo przewoz". To, ze sie tu nie moze odnalezc to jej prywatna sprawa i jak sobie z tym radzi tez - natomiast nie widze powodu do takich rad.

Inna sprawa, ze nie zgadza sie z retoryka reakcji Kaji - bo tak jak Andrzej slusznie zauwazyl, stara sie ona wartosciowac cos co generalnie w artykule zostalo poddane do dyskusji, bez cienia wartosciujacej oceny zle/dobrze. Co wiecej - ktos kto publikuje taki tekst, ewidentnie daje wyraz pewnej nostalgii (a to uczucie pozytywne) za ta mniej cywilizowana epoka...
Malo tego, Kaja wartosciujac przegina w druga strone, i twierdzi, wrecz, ze sama czuje sie lepsza od Holendrow, i od tego za czym autorowi postu troche teskno, czyli wsi i miescinie spokojnej, zaludnionej drobnymi rzemieslnikami itd...
Wiec jesli juz sie bawimy w ocenianie co i kto jest lepszy, to poddaje w watpliwosc by osoba oceniajaca jakosc zycia miara "wyboru towarow", i osoba ktora stac na zakup wiekszej ilosci materialnych dobr, niz przecietny holender, jaka sama pisze, faktycznie byla w stanie naprawde byc szczesliwa i doceniac uczucia takie jak nostalgia...

witam:-) wchodzę sobie od czasu do czasu na wiatrakowo, i też zwróciłam uwagę na fakt, że dosyć często w postach pojawia się zdanie o naszym agrarnym pochodzeniu... i to często w artykułach, gdzie nie ma potrzeby o tym wspominać (jak np tutaj;-))

A wracając do treści artykułu: moja babcia mi opowiadała, że kiedyś przed wojną najlepsze garnki i patelnie robili w Polsce Cyganie, i sprzedawali na targach albo ulicach, podobno to było jedno z ich źródeł utrzymania i byli w tym bardzo dobrzy! W NL to chyba temat nieznany...tak jak w Polsce olieman;-)
Pozdrawiam

Zgadza się Ruda. Ja też zwróciłam na to uwagę, bo to agrarne pochodzenie pojawia się zawsze tam gdzie człowiek sie najmniej tego spodziewa, nie przypiął ni przyłatał do omawianego tematu.
Jako , że odpowiedzi nie otrzymalam, to wnioskuje, że tego rodzaju twierdzenia to autorski pomysł autora Wiatraka, ktory niewiele wspólnego ma z rzeczywistością a odzwierciedla pewnie jakieś kłopoty w zaakceptowaniu swojego wiejskiego pochodzenia.
Tak samo Polacy jak i Holendrzy jedni sa z miasta a inni ze wsi, i nie wiem dlaczego dla autora Wiatraka to taki problem, że musi go rozpatrywać anwet przy okazji omawiania kwestii sprzedawców oliwy czy jajek.