Holenderska kultura kieliszka

Kategoria: Obyczaje

My, Polacy mamy opinię narodu lubiącego głęboko zaglądać do kieliszka. Jak my mamy swoją kulturę picia tak i Holendrzy mają swoją "kulturę kieliszka" (borrelcultuur). Słowo "kieliszek" ma specjalne znaczenie.

Co prawda Holender pijący kieliszek mocnego alkoholu to już coraz rzadszy widok w tym kraju. Piwo i wino wyparło skutecznie kieliszki. Jednak słowo "kieliszek" (borrel) pozostało i ma szczególną kulturową rolę.

Borrel ma wiele nazw zastępczych: glaasje, neut, slokje, bittertje, afzakkertje (rozchodniaczek), slaapmuts (kieliszek na dobranoc), i wiele innych.

Istnieją także kieliszkowe zakąski - borrelhapjes i kieliszkowe orzeszki - borrelnootjes.

A najważniejszy jest borrelpraat - czyli z reguły głupie gadki przy kieliszku.

Popularnym powiedzonkiem jest również "dat scheelt een slok op een borrel" - co oznacza dużą różnicę.

Kultura kieliszka

kultura kieliszka

Najbardziej kontrowersyjną obecnie jest... holenderska kultura kieliszka - borrelcultuur. Borelcultuur to wspólne picie po pracy. Wiele instytucji próbuje walczyć z tym odwiecznym obyczajem. 

Narady menadżerskie, zebrania rad gminnych, piątkowe zakończenie tygodnia w urzędach i fabrykach kończą się tradycyjnie kieliszkiem (u robotników najczęściej piwem).

Nic dziwnego, że w piątek po południu, na holenderskich drogach pełno jest podchmielonych kierowców. 

Prawo dwóch kieliszków

Już w XIX wieku przy opracowywaniu w holenderskim parlamencie ustaw spożycia alkoholu parlamentariusz Herman Schaepman postulował aby każdy robotnik miał prawo wypić dwa kieliszki.

Do dzisiaj holenderską regułą holenderskich kierowców jest, że dopuszczalne jest siadanie za kierownicą po wypiciu maksymalnie dwóch kieliszków. Mogą to być dwa kieliszki wódki lub dwa kieliszki wina lub dwie szklanki piwa. Według holenderskiego prawa, za kierownicą dopuszczalne jest 0,5 promila alkoholu - to akurat tyle.

po robocie

Etykietowanie: alkohol kieliszek praca
3 komentarzy

Użytkownicy muszą być zarejestrowani i zalogowani, aby móc komentować.

Dawno temu, pewnien holender powiedział: "Nasz naród musi pić, albo umrze." Poza tym, Anglicy nie bez powodu odwagę po kielichu nazywają "dutch courage".

Pamiętam jak po przyjeździe do NL i pierwszych szlifach języka gdzie dowiedziałem się o tendencji do zdrobnień w "ichnim" języku na pewniaka poszedłem do knajpy i śmiało mówię biertje...cóż za zdziwienie jak otrzymałem swoje zamówienie!A co do siadania za kółkiem to czy nie Bob blift fries?Co prawda raz miałem tylko kontrolę alkomatem na rogatkach miasta w mojej karierze w NL.

Zastanawiam się czy może nie wkradł się tutaj dziennikarski chochlik i może chodzi o prawo "dwóch skrzynek piwa" a nie prawo "dwóch kieliszków".Holenderskie pojęcie "zuipen" zobowiązuje co mniej więcej tłumaczy się jako "picie na umór".W żadnym innym kraju,tylko w Holandii,markety robią "korting" na alkohol w każdy piątek przed zbliżającym się weekend`em.Tak spoglądm przez mój balkon skąd mam widok na ogródek mojego holendesrkiego sąsiada.Wczoraj była tam "grubsza" impreza.Dziś dumnie się reprezentują cztery,puste skrzynki Heinekena na jego podwórku.Mogę założyć się o "starego dobrego guldena",że dzwonił już do siebie do pracy z informacją że nie będzie dziś w stanie przyjść do pracy bo ma nagły atak "choroby filipińskiej".

Z boku widać lepiej